No to się nam kobiety wkurwiły!

Strajki i demonstracje trwają już w ponad 100 miastach. Wywołane decyzją TK w sprawie aborcji nie dotyczą jednak już tylko tej ustawy, mają w moim odczuciu posmak rewolucji światopoglądowej. Na ulicę wyszli głównie ludzie młodzi, o których myśleliśmy raczej jako o politycznie obojętnych, zaangażowania w istotne problemy życia społecznego. I być może takimi by zostali, gdyby nie zamknięte granice i brak możliwości wyjazdu do normalnego świata… A może się mylę. Atmosfera protestów jest podobna do tych z lat stanu wojennego. Zablokowane są główne arterie komunikacyjne, ale chyba nikt w tym czasie nie wini kobiet. One dziś potrzebują wsparcia, głównie od mężczyzn, którzy nie zadbali o ich interesy. Tak, tak. I szczególnie gdy trwa na nie medialna nagonka (chodzi oczywiście oTVP), gdzie cynicy tacy jak pan profesor Ryba z KUL nazywają te ruchy lewackimi, sprowadzają postulaty do poziomu absurdu, a atak na kościół nazywają napaścią na podstawowe ideały tworzące ład społeczny i ideowy, nie dostrzegając w ogóle jak daleko Kościół odszedł od ludzi. Shame on you!

Kobiety żądają jednak nie tyle powrotu do odebranych praw aborcyjnych, co ich poszerzenia, na wzór obowiązujących w krajach zachodniej Europy, pomocy społecznej dla matek wychowujących dzieci z upośledzeniami, żądają dostępu do antykoncepcji, stosowania praw człowieka, a nawet pomocy państwa dla przedsiębiorców i pracowników, którzy stracili źródła dochodu w wyniku pandemii. Do tego dochodzą postulaty rozdziału państwa i kościoła. Ostatecznie żądania dotyczą dymisji rządu. Za wiele?

Temu rządowi trzeba stawiać twarde postulaty, bo to rząd który równie twardo rozlicza się ze wszystkimi, którzy nie pasują do ich wizji świata.

Były już rozliczenia z ikonami “Solidarności”, nowa wersja starej historii, była sprawa Smoleńska, nagonka na Tuska i jego rząd, uchodźcy, sądy, sprawa kopalń, „piątka dla zwierząt”, LGBT, obwinianie lekarzy i strajkujących nauczycieli, teraz są kobiety. Rząd PiS nie potrafi funkcjonować bez wrogów, bez atmosfery oblężonej twierdzy, a tak naprawdę nie potrafi uszczęśliwiać obywateli – prócz rzucania nie swoich pieniędzy w programach politycznego przekupstwa. Trzeba od nich żądać. Zgadzam się, że to jedyna droga.

Ruchawki przeniosły się już z ulicy do Sejmu. Kaczyński stanął za plecami Straży Marszałkowskiej, schował się przed narodem, jakby ta rzeczywistość jego nie dotyczyła (jakież to typowe, bo ten człowiek – wiecznie za czyimiś plecami – nie ma za grosz odwagi osobistej). Jedyny komunikat to dzisiejsze wystąpienie z FB, gdzie na wzór Jaruzelskiego, JK przypomniał o zagrożeniu COVID – tak jakby to nie on doprowadził do rozruchów – i zagroził konsekwencjami. Słuchałem i nie wierzyłem, że to prawda, gdy zamiast dążenia do dialogu stanął w obronie kościołów, wezwał do ich obrony za wszelką cenę. To się okazuje najważniejsze! No to pojawią się ONR-owcy, Żołnierze Chrystusa, Wojownicy Maryi, Straż Narodowa, Młodzież Wszechpolska, Obrońcy Wiary w dresach, z metalowymi różańcami na dłoniach gotowi do popędzenia “lewackiej hołoty”. Kaczyński zamiast słusznego gniewu widzi nihilizm u demonstrantów. W jego pojęciu to naród jest ZŁY! Jeśli więc ktoś liczył na dialog, to się przeliczył. Jestem naiwny… Prezydent ukryty w Pałacu też milczy jak zaklęty! Właśnie takich „decydentów” sobie wybraliśmy, takich mamy.

Tu możecie posłuchać przemówienia JK, o którym piszę. Żenada!

A to wszystko w atmosferze rekordu zakażeń COVID-19 – 16300 przypadków – paraliżu służby zdrowia i całkowitego pogubienia rządu z premierem na czele.

Jaki będzie finał tych zajść? Trudno wróżyć. Jedno jest pewne, sprawy zaszły niebezpiecznie za daleko, aby sytuacja wróciła do punktu zero. Ja obawiam się, aby sytuacja nie wymknęła się spod kontroli, bo to, czego na pewno nie potrzeba w Polsce, to rozlewu krwi, a zadymiarzy gotowych pokazać się wreszcie w pełnej krasie, jak pan Robert Bąkiewicz, lider Narodowców i szef Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, który twierdzi o “lewakach”, że “miecz sprawiedliwości nad nimi wisi i jeśli będzie trzeba, zgnieciemy ich w proch i zniszczymy tę rewolucję”. Rządy upadały przy mniejszej skali niezadowolenia obywateli, a Policja i wojsko reagowały już nerwowo na mniej ekspresyjne zajścia. Czasem wielkie problemy rodziły się z pozornie mało istotnych incydentów. Z obecnej sytuacji jedna korzyść, że opadły maski. PiS na pewno stracił już młodych. Wyszła hipokryzja Konfederacji, rzekoma otwartość pana Bosaka i pokazała się prawdziwa twarz posłów Kukiz’15 – jeśli ktoś miał złudzenia.

I tak przyszło mi do głowy, że może ten rząd chce upaść… Pogubiony w pandemii, z wizją Polski, jakiej nie chce nikt prócz ich samych i tych wiernych 60+, bez pomysłu na ciąg dalszy, z widmem kryzysu po pandemii, może chce odejść? Wszak odchodził już raz, na własne życzenie, choć w atmosferze skandalu. Ich specjalność to zagrywanie się aż do upadku. Może to już ten moment? Kto jednak pokieruje państwem w rozkładzie?

Kaczyński, tak jak Sasin, Błaszczak, Brudziński, Macierewicz, Terlecki, Suski, Kuchciński, Karczewski, Lipiński, Glapiński, etc. mają już swoje miejsce w historii tego kraju i niech oceni ich historia.

Pani Julia Przyłebska – prezes TK znalazła także swoją furtkę do historii. I chociaż pani Julia już wycofuje się z własnego orzeczenia i nawołuje do uspokojenia, to brzmi to jak ponury żart.

Żołnierze Chrystusa, Wojownicy Maryi, ONR, Straż Narodowa, Młodzież Wszechpolska, Ordo Iuris, Obrońcy Wiary – czy na Polskie ulice wyjdą zadymiarze?

Do napisania tego artykuły skłoniło mnie doniesienie, że na wezwanie Jarosława Do napisania tego tekstu skłoniły mnie ostatnie zajścia 11 listopada w Warszawie, a także wcześniejsze wezwanie Jarosława Kaczyńskiego do obrony kościołów. Jak to w przysłowiu “uderz w stół…”- już po jednym dniu pojawił się nowy twór, Straż Narodowa, której to “wojownicy” wypełnią wolę “naczelnika państwa”, aby nie przedostało się do świątyń żadne lewactwo (róbta-co-chceta), czy knajactwo (margines społeczny), a w tym kobiety manifestujące swoje prawa w związku z zaostrzeniem ustawy antyaborcyjnej i pokazujące swój gniew na patriarchów kościelnych, którzy przyklasnęli tej zmianie. Skłoniło mnie do tego również analiza genezy ustawy antyaborcyjnej, gdzie niemałą rolę odegrało Ordo Iuris, czyli organizacja prawników o poglądach katolicko – konserwatywnych, angażująca się w obronę ładu konstytucyjnego (?!), opowiadająca się za bezwzględnym karaniem za aborcję (a także za poronienia!). To prawnicy z OI brali udział w przesłuchaniach studentów z UŚ skarżących się na wykładowczynię, która przekonywała że antykoncepcja jest zachowaniem aspołecznym. Były prezes OI Aleksander Stępkowski został 15. maja mianowany przez prezydenta RP A.Dudę I prezesem SN. Członkowie OI są przeciwnikami “in vitro” i badań prenatalnych, sprzeciwiają się też “gender”. Współpracują z Konferencją Episkopatu Polski – przypomnienie autora.

Od kilku lat czytam jednak o organizacjach, mających rzekomo bronić wiary i tradycji przed lewakami, LGBT, muzułmanami etc. I tak się zastanawiam, czy rzeczywiście katolicyzm w Polsce potrzebuje takiego wsparcia, czy bardziej potrzebuje tego rząd PiS (wcześniej także PO), a może to samorodne, czasem użyteczne, twory wywodzące się ze środowisk nacjonalistów i kiboli, albo zwyczajnie przywiązani do tradycji patrioci i ultrakatolicy?

Na przykład – Wojownicy Maryi to mężczyzni, w większości 18-50 lat, którzy muszą poddać się Pasowaniu Mieczy, co nazywają również aktem zawierzenia Maryi. Mistycznie, co? Spotykają się raz na 1-2 m-cy na modlitwach we własnych intencjach, uczestniczą we mszach w każda 1-szą sobotę miesiąca i raz w roku odbywają osobiste 33-dniowe rekolekcje. Wbrew nazwie to organizacja, której jedyne, co można zarzucić, to zawierzenie dogmatom i oddanie się władzy kościoła katolickiego (w pełni i bezwarunkowo podporządkowują się Papieżowi, biskupom i kapłanom parafialnym). Poza modlitwą promują wychowanie sportowe, ale odrzucają przemoc, choć miecz otrzymywany przy pasowaniu ma przypominać o konieczności walki na śmierć i życie o najważniejsze wartości. Jednak spotykają się na modlitwach, różańcach, rownież tych opasujących Polskę (“różaniec do granic”).

I póki towarzyszy temu modlitwa, a w stosunku do myślących inaczej używana jest perswazja, podziwiam ich, bo w czasie polaryzacji poglądów niełatwo jest mówić otwarcie, w co wierzymy. Stawanie zaś po stonie kościoła katolickiego wymaga odwagi. Muszę przyznać, że ostatni materiał TVN odnośnie kardynała Dziwisza mną wstrząsnął nie mniej niż filmy Sekielskicy.

Słuchając jednak, jak niektórzy z członków tych paraorganizacji manifestują potrzebę agresji w rzekomej obronie fundamentalnych wartości czuję niepokój, a jeśli są to ideały katolickie, to dodatkowo jestem zdezorientowany. Kiedy dzieje się to z cichym przyzwoleniem rządzących, mam ciarki. “Tych ludzi musimy zatrzymać, aresztować. Musimy przywrócić prawodawstwo z karą śmierci włącznie. I musimy oskarżyć ich zgodnie z prawdą, zgodnie z prawdą ich osądzić, a jak zasłużą na to, to wtedy ich skazać na śmierć. Wtedy będziemy bronili tego, czego bronili nasi przodkowie” (cytat z wywiadu z Robertem Bąkiewiczem z 2019r.)

Zadymiarze wolą masę, tłum, poczucie więzi i siłę głupy. Część z nich pokazała, na co ich stać, 11. listopada w Marszu Niepodległości. Jest o nich głośno od czasu do czasu.

W trakcie ostatnich sprzeciwów kobiet odnośnie ustawy aborcyjnej kibice pojawili się na schodach kościołów i katedr ale, co mnie pozytywnie zdziwiło, opowiedzieli się za protestem kobiet, broniąc jedynie świątyń. Brawo! Ich oddzielam grubą kreską od bandziorów podpalających mieszkania.

Zastanawiam się jednak, jaka jest motywacja powstawania organizacji jak ONR, czy właśnie Straż Narodowa? Oczywiście pamiętam z historii o Templariuszach (jakże daleko jest mit od rzeczywistości) i o innych Zakonach Rycerskich, gdzie różnej maści zwyrodnialcy pod sztandarem z krzyżem mordowali i grabili, niewolili i torturowali. Zastanawiające jest, że Straż Narodowa w swym herbie ma krzyż znany z krucjat. Pamiętam też, czym była Inkwizycja i jakimi metodami nawracała niewiernych, kim byli Konkwistadorzy, jak wyglądały rzezie reformacji. Wśród katolików byli zawsze ci, którzy wierzyli za słabo, albo zwyczajnie poddawali w wątpliwość słowa Papieża, biskupów, czy księdza na plebanii. A tych wiadomo, trzeba było torturować, powiesić lub spalić. Dziś stosy płonęłyby na każdej ulicy, przy każdym kościele i plebanii. To ponury żart – wiem…

Wydawałoby się, że te niechlubne karty dziejów już dawano za nami i jeśli chodzi o obronę wiary, “zagraża nam” co najwyżej dyskusja z Islamem. Nic bardziej mylnego. Posłuchajcie wymienionego już wcześniej pana Roberta Bakiewicza; “Miecz sprawiedliwości nad nimi wisi i jeśli będzie trzeba, zgnieciemy ich w proch i zniszczymy tę rewolucję” Tak mówi lider Narodowców i szef Stowarzyszenia Marsz Niepodległości, który stoi za SN. Bąkiewicz wywodzi się z ONR (który zdelegalizował w 1934 r. nawet taki narodowiec jak Piłsudski, bo widział w nim zagrożenie!). Wg Bąkiewicza demokracja to jeden z najgłupszych systemów jakie stworzył człowiek. Deklaruje się jako patriota i obrońca podstawowych wartości, w które nie wchodzi np. homoseksualizm, czy pedofilia, ale te w kościele, to słabości, za które trzeba się modlić (z rozmowy z M.Rigamonti z Gazety Prawnej z 2017).

A choć nie płoną dziś stosy (poza tęczą w Warszawie), to wrogie postawy są coraz częstsze, polaryzacja staje się naszą cechą narodową, religijno-polityczna poprawność staje na przeciw obrazowi bogactwa hierarchów kościelnych, ich bezkarności wobec prawa, hipokryzji i ponurej prawdzie Sekielskich. W tym kontekście konieczność opowiedzenia się po którejś stronie staje się nie tylko możliwością, ale wręcz koniecznością. Też tak myślicie?

To teraz wyznanie. Wychowywałem się w rodzinie katolickiej, ale mam pewien dylemat co do istnienia Boga, jego postaci, imienia, czego od nas wymaga i dlaczego. Może dlatego, że jestem jednym z tych, którym nie wystarczy Biblia – gdzie żydowski Bóg karze, zabija i każe bestialsko zabijać, jednemu ludowi daje ziemie a innym odbiera, skazuje kobiety i zwierzęta, a także całą naturę na zatracenie w służbie człowieka-mężczyzny etc. – i ślepa wiara w słowa z ambony, które tak często w historii były nacechowane polityką, interesem, czy bieżącą potrzebą władzy, a wiadomo, że lud im głupszy tym wierniejszy. Widzę tutaj swoje prawo do poszukiwania, stawiania w wątpliwość, zadawania pytań i błądzenia, określania swojego miejsca w świecie, granic własnej woli, praw jakie mam jako człowiek i obywatel. Taką możliwość powinien mieć każdy, a w demokracji, w świecie w XXI wieku jest ona – powinna być – jak powietrze. Poszukiwania te realizuję na własną odpowiedzialność. Czy więc kwalifikuję się na stos? Żołnierzy Chrystusa na pewno!

Powstali oni w 2016 r. aby bronić polskie kobiety przed migrantami. Paradoks. Wywodzą się ze środowisk kibolskich, nazywają się tymi “których Jezus uzdrowił i zawrócił ze złej ścieżki”. Noszą metalowe różańce… Jednym z ich przywódców jest raper Paweł Jaworski – ulubieniec W. Cejrowskiego i przeciwnik “gender”, głosi “walkę na śmierć i życie w obronie wiary”. W dniu 28. października ’20 ich członkowie “zostali pobici” w Wołominie, gdy pilnowali pomnika JPII przed dewastacją. Prawda to, czy prowokacja? Oceńcie sami.

Wiem, że wielu z Was wskaże mi wyjątkowych księży, którzy nie maja nic wspólnego z pedofilskimi aferami, zagrabianiem majątków, świętokupstwem, wykorzystywaniem finansowym i każdym innym wiernych, dupczeniem na boku, homoseksualizmem, alkoholizmem czy narkomanią. Podam nawet sam jednego – ojciec Adam Szustak (którego nagranie z bloga zamieszczam tutaj) . Ja jednak nie wierzę w bajkę o tych dziesięciu sprawiedliwych, przez wzgląd na których Bóg miał ocalić Sodomę dla Abrahama. Może za dużo czytałem o nieprawościach kościoła, o tym jak dogmaty wiary były dostosowywane do bieżących potrzeb, w wyniku czego to, w co wierzymy, nie jest tym czego nauczał Jezus. Dawno temu (gdzieś około 1989 r.) oglądałem film “Ostatnie kuszenie Chrystusa”, a potem przeczytałem książki Kazantzakisa, warto. W takiego Chrystusa uwierzę, w zagubionego, wątpiącego człowieka, który staje się synem bożym w skutek swojego wyboru i na skutek poświecenia, któremu się poddaje. Ludzki do granic, ikona dla humanistów. Ale nie takiego widujemy na krzyżach w kościołach, na obrazach, witrażach etc. Za to widzimy afery pedofilskie, lekceważenie ofiar, kłamstwa z ust najwyższych zwierzchników kościoła, ukrywanie sprawców, przekupstwo i hipokryzję…

Dziś do kanonu narodowych przysłów i powiedzeń powinno trafić „kłamiesz jak Polski biskup”, “jesteś zepsuty jak ksiądz”, „dziwisz się, jak Dziwisz”, “kombinujesz jak Polski proboszcz” etc.

Czy więc wszystko to biorą pod uwagę ci, którzy chcą oceniać, wskazywać drogę, a nawet ją narzucać, wartościować, bić tych, którzy wątpią i się zastanawiają, ci którzy zapisują się do organizacji jak Żołnierze Chrystusa, Straż Narodowa, Ordo Iuris, etc.? Czy oni wiedzą po której stronie leży prawda, ale nie ta półprawda – bieżąca, na potrzeby polityki rządu, wskazana przez hierarchów kościoła uwikłanych, dbających o własne stołki i wygodę pod płaszczykiem wiary i oddania ideałom, bogatych i upolitycznionych? Dlaczego nie mają wątpliwości? Kim są? A czym kierujemy się mu w naszej ocenie?

Przewrotnie? ZostawiaA czym kierujemy się my w naszej ocenie: przekaz TVN, a może TVP? Radio – ale jakie? Przemowy polityków – których? Kazania na mszy… czy własna ocena? Przewrotnie? Świat opiera się na manipulacji, a prawda milczy w ciemnym kącie. Zostawiam Was z tym przemyśleniem…

Divide et impera, czyli o LGB, pandemii i zwierzętach…

Nadeszła złota Polska jesień – jak mówią o niej meteorolodzy i poeci – a z nią, prócz czerwieni liści i rumieńców od słońca, wiatru i grypy, wypieki z powodu tego, co wyrabia się w naszym narodowym garnku. Po letnich chłodnikach i sałatkach czas bowiem na bigos i kotlety z burakami na gorąco!

Dużo przyjemnej muzyki na piękne jesienne dni znalazłem pod tym linkiem. Miłego słuchania.

Rządź i dziel, divide et impera, zasada znana już od starożytności ma zastosowanie w każdym czasie i miejscu, a sztukę jej wykorzystania opanował niemal do perfekcji prezes Kaczyński i jego sztab. Nieścisłości w przepisach dotyczących zasad życia w pandemii, podgrzewanie napięć wokół LGBT, a teraz ustawa zwana „piątką Kaczyńskiego”, to coś, z czego zapewne jest dumny. I się nie dziwię, bo sposób w jaki PiS rozgrywa opozycję, a nawet własnych koalicjantów, gdy są niepokorni, to prawdziwy masterpiece. Brawo!A naród drży w oczekiwaniu, czy będą nowe wybory? Jest się czego bać, oj jest, gdy Koalicja Obywatelska w rozsypce, Trzaskowski zmaga się z Czajką i ani mu w głowie spełnianie obietnic wyborczych powoływania ruchu poza PO, ludowcy w odwrocie, lewica w klinczu z Konfederacją, a ugrupowanie Hołowni ledwie raczkuje. Sytuacja kusi jak lemoniada w gorący dzień. W zasięgu ręki większość konstytucyjna. Będzie więc rekonstrukcja rządu pod dyktando Kaczyńskiego z Ziobrą i Gowinem na klęczkach, albo przedterminowe wybory, o których głośno mówi Terlecki. Tak to widzę i wiem, że sam będę miał olbrzymi dylemat na kogo głosować… Już tłumaczę dlaczego.

Co do tak zwanej ideologii LGBT, czyli wykorzystania przez ruchy na rzecz równouprawnienia ideologii marksistowskiej w jej założeniach rewolucji społecznej, trudno mi ją zaakceptować. Rozumiem i szanuję prawa mniejszości. Myślę że nasza ojczyzna jest na tyle duża by mogli w niej żyć ludzie różnych wyznań, zapatrywań, celów życiowych, orientacji seksualnych, czy poglądów na własną cielesność – prócz nacechowanych przemocą i wykorzystywaniem nieletnich. Pisałem o tym już nieraz. Nie akceptuję jednak, by te ich prawa umniejszały swobodę większości, wdzierały się w przestrzeń publiczną i wypaczały rzeczywistość. Nie akceptuję działań Margot i jej/jemu podobnych. Zastanawiam się jednak na ile działania mające na celu antagonizowanie stron są prokurowane przez tych, którzy z LGBT walczą. Stwórzmy monstrum, podzielmy naród, spolaryzujmy poglądy, a przez to ci mało zdecydowani będą musieli opowiedzieć nie po którejś ze stron – zapewne po tej, gdzie większość narodu, czyli katolickiej i oddanej tradycji. Oto ich metoda. Czy uległem ideologii divide et impera? Jeszcze nie, ale niepewność została zasiana. To moje szczere wyznanie.

Polecam fantastyczny kawałek Random Eyes “Divide et impera”.

O pandemii rozmawiamy od marca, więc w tym tekście tylko jedno spostrzeżenie, które trafnie opisał sędzia z Sądu rejonowego w Suwałkach uniewinniając ekspedientkę z durnego oskarżenia o brak usługi klientki bez maski. Otóż „niedbała legislacja” powoduje interpretacje prawa przez Policję, Sądy i Sanepid. Nie ma tu przypadku. Ofiarą jest zarówno ekspedientka, jak i klientka – są ofiarami „divide et impera”. Tak myślę i w przypadek nie wierzę.

Taki “coronavirusowy” kawałek w fantastycznym wykonaniu Van Morrisona “Days like this”. Posłuchajcie.

Na koniec tego wpisu, sprawa „piątki dla zwierząt” Jarosława Kaczyńskiego i młodych PiS (cokolwiek to oznacza). Generalnie to bardzo przyjemne, że pan przewodniczący opowiada się za ochroną praw zwierząt i pewnie poruszył tym wiele wrażliwych serc. W tym i moje. Wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że – w mojej ocenie – i ten projekt jest tylko cyniczną grą przed rekonstrukcją rządu. Możliwe jest, że miał on przykryć głosowanie nad ustawą „bezkarnościową”, ale wyrósł do rangi konia trojańskiego w Zjednoczonej Prawicy, a dla prezesa Kaczyńskiego stał się papierkiem lakmusowym jego pozycji w Sejmie. W mediach wrzało, napięcie było takie, jakby piłkarska reprezentacja Polski grała w nocy z Brazylią w finale MŚ. Iluż specjalistów od praw zwierząt przewaliło się przez studia. Po drugiej stronie barykady stanęli rolnicy, którzy demonstrowali pod siedzibą PiS na Nowogrodzkiej i przeszli pod Sejm. Rządowi pomogły obostrzenia związane z pandemią – to wygodne. I znów „divide et impera”. Przez chwilę miałem wątpliwości, ale już nie mam, o co w tym chodzi… A wy?

Thin Lizzy “Don’t believe a word”, dla łatwowiernych, choć w kontekście, który jest bliższy sercom.

Pozdrawiam gorąco i życzę, aby owa gorąc brała się od słoneczka, a nie z ekranów telewizorów i z głośników radiowych, gdzie „divide et impera”. Nie dajmy się zmanipulować i bądźmy dla siebie mili. Na przekór rządzącym!

Zdjęcie z przepięknego ogrodu japońskiego we Wrocławiu. Polecam odwiedziny.

Pół roku pandemii.

Kończą nie wakacje i lato odchodzi. Dni jeszcze są ciepłe, ale wieczory już nie. Lawendy ścięte, ususzone i w woreczkach, a w domu ich zapach dominuje nad innymi. Maliny za to słodkie i winogrono dojrzewa, a pierwsze gruszki jadłem prosto z drzewa.

Już niedługo będziemy obchodzili półrocze pandemii w Polsce. Nie jest to okazja do hucznego świętowania, szczególnie gdy liczba zachorowań wcale nie spada, a kolejne kraje znów zaostrzają restrykcje i zamykają granice. Na świecie dziś padł rekord – 78.761 przypadków – którego główne źródło to Indie. U nas zaś 631 nowych zachorowań. Jednocześnie w mediach i przestrzeni publicznej pojawia się coraz więcej opinii, że koronawirus to „pic na wodę” i manipulacja. W Polsce w grupie „Nie wierzę w…” zarejestrowanych jest ponad 50 tysięcy ludzi. Twierdzą oni, że Covid-19 to spisek korporacji dla zbicia majątków na szczepionce, która wreszcie trafi do obiegu, a wcześniej na upadłościach firm i spekulacjach walutowych, oraz przy kombinacjach na rynku surowców. 

Znam osobę, której bliski krewny zapadł na tę chorobę i przeszedł ją wyjątkowo traumatycznie, włącznie ze skomplikowana operacją. Wierzę więc, że Covid-19 to fakt i groźny wirus. No cóż, szczepienia też mają swoich przeciwników, bo skoro wirusów i bakterii nie widać, to ich nie ma – logiczne. Cóż tam wiedział Ludwik Pasteur, czy Robert Koch, a dzisiejsi mikrobiolodzy, wirusolodzy etc. to także zwykli naciągacze! 

W nieco innym kontekście, ale piękna piosenka Pink o braku zaufania “I don’t believe you”. Dla was!

Najgorsze, że nasi rządzący sami wydają sprzeczne komunikaty; lock-down przy 300-400 przypadkach dziennie, a przy 600 będziemy mieli start roku szkolnego, można pójść na mecz i do kina (nie abym był zwolennikiem życia w zamknięciu, chodzi o brak konsekwencji), niby trzeba ręce dezynfekować i maseczki nosić, ale już jeśli klient się uprze to Policja i Sanepid nie są jednoznaczni w osądzie, czy klienta takiego należy obsłużyć w sklepie, czy też nie. Jeden taki celebryta, pan Tomasz Karolak, niby inteligentny człowiek, ale uważając, że jest zbyt sławny by stosował się do praw dla „maluczkich” bardzo był oburzony, gdy go nie obsłużono w Ikei! Brawa przy tym dla zarządu tej sieci za konsekwencję, której brak innym. W lubelskim za wpuszczenie klienta bez maseczki Straż Miejska karze przedsiębiorców mandatami po 5 tyś zł, a w Suwałkach to kasjerka ma zapłacić 100 zł za odmowę obsługi klienta bez maseczki, bo złamała 135 art. Kodeksu Wykroczeń. Tak uznał Sąd. 

Brawa dla resortu zdrowia i dla polskiej prokuratury. Bałagan to ich specjalność.

Trudno się dziwić antypandemiowcom, czy też denialistom (to od ang. „deny”, czyli zaprzeczać) jeśli zważymy, że nasz były minister zdrowia, zawsze przejęty losem rodaków pan Szumowski bawi się świetnie w Hiszpanii, a dziwnym zbiegiem okoliczności przełożono zakaz lotów do tego kraju do 1 września – przypadek? Pan Łukasz Szumowski to niezmiennie mój ulubieniec, numer 1 na mojej liście hochsztaplerów rządu PiS. Pokazuje nam matołkom jak mając 30 tyś. zł na koncie można spędzić kilka tygodni na luksusowym jachcie. Przypuszczam, że była to oferta pana Bogusław Szemiotha „last minute” lub Szumowski znalazł ją w RNB&B, a przypadkowo hostem był biznesmen i milioner, pan Bogusław. W życiu bowiem trzeba też mieć po prostu szczęście! Będę śledził losy pana Łukasza Szumowskiego, bo to postać nietuzinkowa…

Teraz dla pana Szumowskiego coś do poruszania biodrami na pokładzie jachtu przy ciepłym wietrze o zachodzie w przystani; Shawn Mendez i Camila Cabello “Seniorita”. Na zdrowie panie ministrze!

W rządzie zastapił go Adam Niedzielski, a na krześle ministra spraw zagranicznych – wiecznie nieobecnego, spóźnionego i pozbawionego jakiejkolwiek inicjatywy Jacka Czaputowicza – pojawił się Zbigniew Rau. Prezydent Duda powiedział, że spodziewa się kontynuacji w obu resortach. Hmm…, podrobić jednego ani drugiego z odchodzących nie będzie łatwo. 

Adam Niedzielski nie jest lekarzem, ale przecież Szumowski też w ministerstwie leczeniem zajmował się niewiele, Zbigniew Rau wydaje się na swoim miejscu, chociaż czekają go nie lada wyzwania; choćby stosunek do przewrotu na Białorusi, czy ułożenie się z nowym prezydentem USA (ktokolwiek nim będzie), a przy tym budowa dobrych relacji z Niemcami (skandal z brakiem zatwierdzenia ambasadora) i Francją, a także z Anglią już poza Unią. Jest co robić panie ministrze, chociaż prezydent chce kontynuacji, a więc robić, czy nie robić, oto jest pytanie. 

W razie czego przyjdą następni, bo rekonstrukcja rządu to kwestia najbliższej przyszłości.

Ach ta jesień, będzie się działo.

A’propos szkoły; podobno ministerstwo ma zapewnić 1 000 000 maseczek, co wystarczy średnio na 10 dni funkcjonowania szkół w Polsce. Minister Piontkowski zwinnie zrzucił na dyrektorów odpowiedzialność za organizację procesu i przekonuje, że dzieciaki nie są nosicielami choroby w takim stopniu jak dorośli. Skąd to przekonanie? Bardzo ryzykowny eksperyment. Związek Nauczycielstwa Polskiego postuluje o formę zdalną, bo zapewnienie uczniom jednoosobowej ławki wywoła konieczność nauczania na trzy zmiany. Do tego zaś nauczycieli jest zbyt mało.

Jesienna piosenka Eda Sheraana “Autumn leaves”. Dla przełamania nastroju, romantycznie…

W Koalicji Obywatelskiej debatują o zmianach – będzie żle, czy jeszcze gorzej, znaczy zostanie Budka, reaktywuje się Schetyna, czy powoła swój ruch Trzaskowski, ruch który będzie fasadą dla umierającej w drgawkach PO? 

Mi już niezwykle ciężko słucha się ich ględzenia, trudno mi znieść ich brak zdania, poglądów i kierunku. To armia bez wodza, ludzie zagubieni, zakręceni, bez pomysłów. Przemawia przeze mnie rozgoryczenie. A może na gruzach PO powstanie coś nowego, jak właśnie PO wyrosła na zgliszczach Akcji Wyborczej Solidarność w 2000 r. Chciałbym opozycji mocnej, mądrej, konstruktywnej, śmiałej o opiniach i określonej w celach. Taką bym wspierał. Bardzo jestem więc ciekaw jak Rafał Trzaskowski zorganizuje swój ruch społeczny. Na razie jakoś mało o nim słychać. Panie Rafale, co się dzieje? 10 000 000 Polaków głosowało na pana! Czy zaangażowanie w wybory to tylko trik, wielka ściema? Ja czuję nie oszukany.

I dla wszystkich, którzy maja podobnie dedykacja “Schiza” w wykonaniu Agnieszki Chylińskiej.

Gonitwa też w PSL-u, gdzie po klęsce lidera Kosiniaka-Kamysza kompletna degrengolada. Rozważany jest sojusz z PiS w zamian za ministerstwo (np. wypowiedź W. Bartoszewskiego z 28.08), co jest bardzo na rękę Kaczyńskiemu w obliczu konfliktu z Ziobrą, ale moim zdaniem będzie to jak splunięcie na tych, co jednak głosowali na ich kandydata w wyborach. Cóż, w mojej ocenie taka to właśnie partia, jak stara panna co się stroi we wstążeczki, do wzięcia dla każdego, kto u władzy. Zagrożeń dla nich jest więcej, bo choćby podział Mazowsza, na Warszawę i resztę województwa może być gwoździem do ich trumny, gdy dziś w sejmiku rządzi koalicja PO-PSL. Jest to ostatni bastion ludowców, a po jego upadku posłowie PSL będą skamleć u bram PiS o posady. Kukiz ze swoimi szczątkowymi zasobami już pokazał dobrą wolę dialogu z PiS nie wspierając wotum nieufności dla Mariusza Kamińskiego. Kaczyński układa to perfekcyjnie i najpewniej w nowym województwie to PiS wygra wybory do sejmików, bazując na niechęci mieszkańców okolic do „salonu warszawskiego”. Szach i mat, panowie.

Tymczasem Hołownia prezentuje logo stowarzyszenia „Polska 2050”, które dopiero co zarejestrował, a zaraz zajmie się budowaniem struktur; nominowaniem liderów i szefów zarządów wojewódzkich. Od czegoś trzeba zacząć. Dla mnie to na razie enigma.

Wciąż trwa lizanie ran po klęsce przy próbie zmian w uposażeniach posłów, samorządowców i członków rządu. Wynagrodzenia tej grupy w Polsce w ostatnich latach spadły o 20% i nie kuszą mądrych i zaradnych, bo ci wolą biznes. Aby utrzymać się z pensji samorządowca trzeba kombinować, to jasne. Jestem za podwyżkami dla nich, choć nie w tym czasie i nie bez związku ze stanem gospodarki i stopą życia ludzi w Polsce. Proponuję model uzależniony od skutków rządzenia, tak jak w każdym dobrym przedsiębiorstwie zarobki managerów uzależnione są od wyników ich pracy. 

I wtedy mówmy o tym, czy są wyższe, czy niższe od ich odpowiedników z Niemiec. To nie Polacy jeżdżą do Niemiec wypoczywać nad morzem, ale to niemieccy emeryci mają raj nad Bałtykiem.

A jeśli o pieniądzach mowa… Pink Floyd “Money”. Życzę bogactwa!

I coś z zagranicy, choć bliskiej. 

Białorusini nie odpuszczają, są zdeterminowani. Podziwiam ich tym bardziej, że protest nie ma formy agresywnej. Agresja jest po drugiej stronie, silniejsza i brutalniejsza im bardziej pokojowe są wystąpienia narodu. 

Polacy wreszcie zebrali się na spotkaniu ponad podziałami i rozmawiali. Premier podziękował opozycji za konstruktywne podejście i nie szczędził pochwał za inicjatywy. Nie wierzyłem, gdy słuchałem! 

Mówił też, że im bardziej na zachód, tym zainteresowanie sprawą białoruską jest mniejsze i nie należy liczyć na UE w tej kwestii. To raczej zrozumiałe. Podobnie ruchy separatystyczne w Hiszpanii obeszły nas jak zeszłoroczny śnieg. 

Białorusini wcale też nie chcą pieniędzy z UE, bo jak zauważają taka pomoc bardziej niż może pomóc, jest na rękę Łukaszence. Mam wrażenie, że UE chce kupić sobie za te 53 mln Euro spokój sumienia i dalej kolaborować z Rosją np. budując Nord Stream 2. 

To bardzo dobrze, że Polska wreszcie włączyła się do dialogu, w których rolę reprezentanta Białorusi przed UE przejęła Litwa. Wspaniale, że parlament zadeklarował dla ludzi zza naszej wschodniej granicy wsparcie, leczenie w szpitalach, edukację etc. To wszystko powinniśmy robić. Jednak przy okazji tej sytuacji, mam mało pozytywne przemyślenie; pomimo, że nam Polakom ciągle wydaje się, że w miejscu, w którym jesteśmy możemy nadawać sprawom bieg, kształtować oblicze polityki wschodniej, to wciąż obszar wpływów Rosji i Niemiec. To ich zdanie liczy się tutaj najbardziej i to na ich głos czekają Białorusini. 

Tak, czy inaczej, trzymam za nich kciuki.

Na zakończenie coś o Rosjanach od Stinga.

Dobrej nocy i udanego dnia!

Ani chwili spokoju!

18 .sierpnia 2020

Pisząc tekst przedwczoraj myślałem, że przynajmniej do końca tygodnia nic mnie nie zaskoczy i nie zirytuje, a kolejny wpis popełnię może po weekendzie. Błąd! Jadąc dziś autem i słuchając wiadomości, nie wierzyłem uszom, kiedy gruchnęła wieść o rezygnacji z funkcji naszego światłego, choć wiecznie stroskanego i niedogolonego ministra zdrowia pana Łukasza Szumowskiego. Wróci do leczenia pacjentów – tak mówi, ale aż kusi, by rzec; „lekarzu, wylecz się sam”. Włączyło mi się też myślenie o związku tej dymisji z odrzuceniem przez Senat ustawy o podwyżkach dla posłów i członków rządu wraz z Prezydentem i jego żoną (!). Brzydko pomyślałem, wstyd mi! Pan Szumowski nie zwykł jednak tyrać za darmo, a 300 mln zł, jakie „ponoć” wraz z bratem pozyskali od 2015 r. z Narodowego Centrum Badań i Rozwoju, a potem jeszcze 54 mln zł z Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój i na dokładkę 24 mln zł w grantach z NCBiR to od biedy wystarczy na wakacyjne wydatki. Oczywiście to wszystko dla OncoArendi, czyli spółki braci Szumowskich. Przy tych pieniądzach 200 mln zł na respiratory od handlarza bronią spółki E&K, które wsiąkły na dobre w podatny grunt niepamięci, to tylko deser do obiadu. Smacznego… – tylko dlaczego z naszych podatków!!! Teraz zaś, w połowie koronasyfu ewakuacja. Podziwiam takich gości, wyrachowanych i cynicznych do samego końca. Szacun panie Szumowski. Oficjalnie rezygnuje z powodów osobistych. Mając tyle kasy też nie miałbym motywacji do szarpaniny z Ziobrą. Czuć w tym jednak też jakiś układ. Gdybym kręcił film political-fiction, fabuła byłaby gotowa.

A dla Łukasza Szumowskiego Demis Roussos “Goodbye my love, goodbye”.

W czwartek powstał projekt ustawy o tak zwanej bezkarności, czyli o tym, że w obliczu pandemii usprawiedliwione jest każde działanie urzędników, nawet łamiące prawo! Wiedzieliście? Przepis działałby na dodatek z mocą wsteczną. Czyli np. jeśli prawdą okażą się przekręty Szumowskiego, zostaną wymazane gumką myszką ustawy, jak podpisy na fakturach za respiratory… Już komuniści krzyczeli, że władza się wyżywi – mieli rację! Pozostaje pytanie, czy dzisiejsze odejście ministra jest elementem jeszcze ciekawszej układanki? Zobaczymy.

Na prawicy Ziobro sprzeciwia się Kaczyńskiemu w temacie „dekoncentracji” mediów, a jest w tym Ziobro jeszcze bardziej prawicowy od Kaczyńskiego. Chciałby, aby wszystkie media w Polsce funkcjonowały jak Telewizja Polska, czyli z przyklaskiem dla władzy i z disco-polo w tle. I narodowi byłoby weselej i władzy lżej. Wszyscy byliby zadowoleni. Ziobro wyrasta zaś na Frankensteina prawicy, który bywa wygodny, ale ostatnio częściej chyba jest dla Kaczyńskiego problemem, a ze względu na swoją ambicje trudny jest też dla wszystkich po tej stronie sceny politycznej. I nie tylko.

Joan Jett w “Dirty Deeds Done Dirt Cheap.” o tym jak za małą sumkę dawać sobie radę w życiu.

Wiele kontrowersji wywołała wspomniana już ustawa o podwyżkach dla posłów i rządu. Polska w największej recesji od wielu lat, a posłowie KO i PiS podają sobie rękę w temacie. I nie chodzi mi o to by zarabiali niegodziwie, bo i pracy tam dużo i odpowiedzialność konkretna. Za dorą płacę jednak żądałbym jakości. Dajcie panie i panowie jakość, a suweren wam nie poskąpi. Dziś jedni oskarżają drugich – to oni chcieli, a my tylko się przychyliliśmy / a nie, bo to nie wyszło od nas… Normalnie pyskówka w piaskownicy.

A w tym wszystkim beznadziejna postawa KO, a w szczególności Borysa Budki, który już nie pierwszy raz plącze się w zeznaniach i okazuje się politykiem niewiarygodnym, kłamliwym, niekonsekwentnym… Dla mnie jest jak ostatni gwóźdź do trumny PO. Nie jest w stanie podjąć żadnej decyzji, nie ma własnego zdania. To mnie irytuje do granic. Totalna beznadzieja!!! Po Tusku nie pojawił się wśród liberałów nikt, kto byłby godnym przeciwnikiem Kaczyńskiego w wizji i w debacie, na tyle wytrawnym graczem, by nie dał się zapędzić w kabałę, jak te podwyżki.
Budka nawet w tak przychylnej stacji jak TVN24 nie jest w stanie się obronić. Kręci i unika odpowiedzi, broni się, że wspólnie, że my, że każdy ma głos… I nawet co do własnej pozycji szefa klubu nie ma zdania.

Demi Lovato “Confident”; to dla Borysa Budki, że nie ma nic złego w byciu pewnym siebie.

I komu tu uwierzyć? Komu zaufać?
Tylko własnemu rozsądkowi. Intuicji.
Bądźmy więc czujni i nie dajmy się zwieźć pozorom.
Do najbliższego i mimo wszystko dobrego tygodnia!

I na koniec Tears for Fears „Everybody want to rule the world”. Chcielibyście? Z marzeniami trzeba uważać.

Pozdrawiam!

Myślenie intencyjne. Cel i droga.

17. sierpnia 2020

Lato w pełni, żar leje się z nieba, tego chcieliśmy. Kto nad morzem, ten słucha fal i mew, albo wołania rodziców do dzieciaków; no chodź tu! Nie kupię ci piątego loda! Pilnuj flaminga… etc. Jak Polska długa i szeroka wszędzie rojno i gwarno. Ja w takie dni wpadam w objęcia bluesa i trudno mi się z nich wyzwolić. Fantastycznie w czasie upałów słucha się choćby „Funky Guitar Blues” Bryce Janeya, a w podróży, „Long Way Home” Clarence Browna jest idealny. No i oczywiście moje ulubione dziewuchy z Larkin Poe. Lista kawałków jest długa, ale te polecam wam na dziś.

Funky Guitar Blues znajdziecie tutaj,

a Long Way Home tutaj.

Coś od lasek z Larkin Poe – “Black Betty”; będzie tutaj.

Polska podzielona na strefy i to nie pod względem ideowym, ale z powodu wirusa. Czerwone i żółte plamy na mapie są jak ślady ukąszeń. Wróciły tam obostrzenia odnośnie organizacji imprez kulturalnych, sportowych, działalności siłowni, etc. W pozostałej części kraju zmieniło się tyle, że od obowiązku zakrywania nosa i ust nie zwalnia już astma i inne choroby układu oddychania, lecz jedynie zaburzenia rozwoju i niepełnosprawność intelektualna. Patrząc na tych młodych, wysportowanych, wysiadających z wypasionych bryk, którzy nie stosowali dotąd maseczek, prędzej uwierzę w ich chorobę psychiczną niż w astmę. I teraz będzie się dopiero wszystko zgadzało!

Rząd nie pomoże przedsiębiorcom ze stref żółtej i czerwonej, którzy po raz drugi zmagają się z lock-down – tak zapowiedziała pani J. Emilewicz. Będą mieli kłopoty. Oczywiście korzystają z dobrodziejstw tarczy 4.0., a w tym z dopłat do wynagrodzeń dla pracowników. Tarcza daje im np. możliwość wysłania pracowników na zaległy urlop nawet bez ich zgody, a także pozwala na obniżenie wynagrodzenia na podstawie aneksu, jednak wiąże ręce w zakresie wypowiadania umów, bo zwolnienie jednego pracownika, na którego uzyskano dofinansowanie powoduje, że konieczny jest zwrot dofinansowania pobranego dla wszystkich innych. Okres ochronny dla pracowników potrwa tak długo jak kroplówka rządu. Czyli już niedługo. Specjaliści mówią o 2 mln bezrobotnych do końca 2020, czyli jakieś 12-13%. I nic się nie zmieni do 2023. W czasie wyborów informacje o rynku pracy były bardzo uspakajające. W uzupełnieniu; do bezrobotnych nie wlicza się osób, które są na przestojach z powodu Covid, pomimo, że nie pracują.

Niedawno wpadła mi w ucho piosenka, Fireflight – „Stay Close”, którą dedykuję wszystkim zagubionym i przygnębionym obecnym stanem rzeczy.

Wrzesień zbliża się szybkimi krokami, co widoczne jest w marketach spożywczych, które od wejścia atakują regałami z przyborami szkolnymi. Wielką niewiadomą jest jednak, czy dzieciaki ruszą do szkół i jak będzie wyglądała edukacja. Duży odsetek polaków nie jest przekonany, czy szkoły będą bezpieczne i sami dyrektorzy mają problem z rozwiązaniem dylematów organizacyjnych. W obliczu powiększającej się ilości zachorowań obawy są uzasadnione, bo odstęp społeczny będzie fikcją, dzieci to nie żołnierze. A system mieszany, czy zdalny spowoduje dezorganizację. Już w maju i czerwcu trudno było o skupienie uwagi dzieciaków na nauce, a edukacja przed ekranem kompa to brak możliwości nabywania zdolności społecznych, nawiązywania przyjaźni etc. Zewnętrzny przymus i rywalizacja są często siłą napędową do zdobywania kompetencji, a przez kontakt twarzą w twarz budują się emocje. Tak jesteśmy skonstruowani. Swoją drogą to ciekawe, jakie zmiany wywoła czas koronawirusa w psychice młodych ludzi, tych w okresie formatywnym. 

Najwięcej zwolenników startu edukacji w tradycyjnej formie jest w Koalicji Obywatelskiej, najmniej wśród Konfederatów, a na rozwój sytuacji czekają głównie rodzice, którzy przejeli niejednokrotnie rolę belfrów i uczniów w jednym. Oni sami gotowi są do zaliczania kolejnych klas, zdawania matury etc. Dla wielu to powód do rozpaczy, bo rząd dając opiekę, wpakował ich w niezła kabałę, a jeśli decydują się na pracę (choćby zdalną), mają w domu dodatkowy etat. Zapomnijcie o wypoczynku! A kiedy tu się napić?!

Dla sfrustrowanych James „Born of frustration” – inne moje muzyczne „odkrycie”.

Gorącym i coraz gorętszym ziemniakiem w dłoniach staje się LGBT. Jeśli ktoś myśli, że to przeminie jak moda na “dzwony”, a on przejdzie jak obok wystawy sklepowej, bez przyjęcia jakiejś postawy, to żyje w bańce, jak rybka w akwarium. Przyznam się, że mam problem z opowiedzeniem się po którejś ze stron sporu dotyczącego form ekspresji i sposobów mówienia o problemie orientacji seksualnej. Jestem z pokolenia, gdzie były to tematy tabu. Nie mam natomiast nic przeciw temu, aby osoby takie żyły obok mnie, pracowały, brały udział w życiu społecznym, kulturalnym, naukowym. Wiele wielkich postaci świata nauki i sztuki to geje (np. Leonardo da Vinci, Oskar Wilde, Karol Szymanowski), lesbijki (Safona, Jody Foster, Angelina Jolie – biseksualna) etc. Może to moje przygody ze sztuką powodują, że mam więcej tolerancji. Nie jestem zwolennikiem dzielenia i uważam, że wszyscy, bez względu na wyznanie, orientację seksualną, wykonywany zawód, poglądy polityczne etc. – wszyscy mamy prawo do szczęścia. Drażni mnie jednak sposób, w jaki nieheteronormatywni demonstrują swoją inność. Jest dla mnie trudne do przyjęcia, aby łobuzerka była drogą do uzyskania społecznej akceptacji. Polacy są z natury konserwatystami i drażnienie ich nikomu nie pomoże. Lepsza byłaby spokojna debata, rozmowy, i niech by to były wiece, na których członkowie LGBT mówiliby o swoich prawach. Obwieszanie pomników flagami; niezależnie, czy będą z tęczą, z gwiazdami UE, sierpem i młotem, z podobizną myszki Mickey, nikomu i niczemu nie służy. Lżenie policjantów i przeciwników nie przysporzy niebinarnym zwolenników, a prokuratura Ziobry tylko czeka na takie prowokacje. Bandyckie wybryki powodują że niezdecydowani odwracają się plecami. Od pani/pana Margot (Michał Sz. vel Małgorzata) odcina się zresztą wielu działaczy LGBT. Zadziwia mnie więc wsparcie ze strony choćby Olgi Tokarczuk, czy Andy Rottenberg.

A tutaj jakże urocza para gejów; Elton John i George Michael w przepięknej piosence „Don’t Let The Sun Go Down On Me”. 

Wielkie i ważne rzeczy dzieją się na Białorusi. Oglądamy obrazy podobne do tych z Polski w latach osiemdziesiątych i rzadko spotykane już w cywilizowanej Europie. Represje wobec własnych obywateli, ofiary śmiertelne zajść, tortury w więzieniach, a na manifestacjach coraz większe tłumy – idące już w setki tysięcy! Pisałem już o “Murach” Jaka Kaczmarskiego na ustach manifestantów. W roku ’80 miałem 9 lat, ale mam w pamięci ucieczki KOR-owców, albo studentów przed milicją – również po dachach w centrum Bydgoszczy, gdzie mieszkałem. Na naszych oczach upada kolejny gmach komunizmu. Despota Łukaszenko ma problem z komunikacją z Putinem (który już przedreptuje z chęci niesienia „braterskiej pomocy”), ale również nie komunikuje się z Unią Europejską. To zadziwiające, jak długo trwa ten rozkrok. Wiadomo, że tylko w Rosji znajdzie azyl. I to jest groźne.

Reakcja Unii Europejskiej jest zaskakująco wyważona. Szczyt w temacie Białorusi będzie we wrześniu. Nikt nie rwie się do oceny sytuacji. W dziwny sposób milczy również Ameryka – może mają wystarczająco swoich kłopotów? Polski rząd, MSZ z Czaputowiczem na czele w mojej ocenie reaguje także niemrawo. I nie chodzi tutaj o wielkie gesty, ale o jasne i oficjalne stanowisko i próbę realnego wsparcia Białorusinów. Na gov.pl znalazłem 3 zdaniowe oświadczenie… Żenada. Odważniejsi są decydenci na Litwie, a i tak wszyscy czekają na reakcję Putina. Czy powtórzy się model ukraiński? Czy Federacja zechce odkroić sobie kawałek Białorusi, jako strefę buforową? Komandos ze wschodu jest nieprzewidywalny, to już wiadomo, a rozdzielona Białoruś będzie takim samym problemem, jak Ukraina. 

Putin jest świadom, że Stany Zjednoczone są osłabione koronawirusem i zamieszkami rasowymi, mają przedwyborczą sraczkę i w bardziej obserwują Chiny niż i Białoruś, choć to przecież wschodnia flanka NATO.

A my świętujemy 100-lecie zwycięstwa nad bolszewikami. Bitwa Warszawska zahamowała sowietyzację Europy, ale próżno czekać na uznanie i wdzięczność naszych zachodnich przyjaciół z UE. Cóż, tę niewdzięczność i hipokryzję znamy z kart naszej historii – choćby przemilczana waga wiktorii wiedeńskiej, albo udział polaków w II wojnie światowej, nagrodzony brakiem zaproszenia na paradę zwycięstwa, aby nie drażnić Stalina… Pozostaje nam nasza narodowa duma!

Tutaj zamieszczam linkę do „Śpiewki 1920” w wykonaniu Nataszy Urbańskiej.

Na koniec podzielę się pewnym przemyśleniem, wywołanym przed odsłuchany podcast o myśleniu intencyjnym – czyli z grubsza; będzie tak, jak sobie wyobrazisz, a jeżeli wiesz ku czemu zmierzasz, to pokonałeś już pół drogi. 

Jak to się ma do tekstu tego wpisu? Wiedzą to Białorusini. Nie masz szans na sukces, gdy w niego nie uwierzysz. Oni wierzą. Uwierzyli. Trzymam za nich kciuki.

Czy ludzie ze środowisk LGBT wiedzą już, jak ma wyglądać świat po ich rewolucji? Nie jestem pewien.

A my, zakręceni w świecie koronawirusowej izolacji , czy znamy cele, choćby te niedalekie. Może warto byśmy zapytali, jaki sens będzie miał dzisiejszy dzień?

Widzę na co dzień wiele osób pragnących szczęścia, które absolutnie nie są gotowe na zrobienie czegokolwiek, by to szczęście osiągnąć. Jestem jednym z nich. Niekiedy. Miejmy więc odwagę!

Pamiętajcie; dojdziemy tam, gdzie chcemy, ale tylko jeśli wiemy dokąd chcemy pójść. Inaczej trafimy w jakieś przypadkowe miejsce. I niech to nie będzie żadna dystopia…

Życzę wam wspaniałych celów, ale głównie fascynującej drogi, bo dla mnie jest tak samo ważna jak cel.

Sierpniowe trele morele…

3. sierpnia 2020

Jak się wam podoba nie koszona trawa w mieście? Kolorowo od kwiatów, brzęczą pszczoły i fruwają motyle, a ziemia nie wysycha. Same zalety, a że traci estetyka… Wszak to rzecz umowna. To co dla jednego gatunku jest chwastem, dla innego może być dobrodziejstwem. Mnie się podoba. U siebie też nie ścinam. Czekając na odbiór kosiarki z naprawy (trzeci tydzień) upajam się widokiem, a wśród roślin dostrzegam wiele ziół, o jakich istnieniu na moim trawniku nie miałem pojęcia. Oczywiście na drodze jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa, widoczności dla kierujących i przechodniów. Jasne. Jak zwykle najlepszy jest “złoty środek”, czyli zdrowy rozsądek.

Dla miłośników kwiatów i letniego szaleństwa Jennis Joplin “Flower in the sun”.

Koronawirus wraca z mocą. Pisałem już o moich obawach, co do tej jesieni, gdy zmiesza się efekt Covid-19 i grypa sezonowa. Wyobrażam sobie jak kaszlący i siekający będą omijani szerokim łukiem, a spanikowani pracodawcy zaczną drapać nie po głowach rozstrzygając dylemat; “wygnać delikwenta na kwarantannę, czy niech zaraża”, bo szanse na Covid-19 będą 50/50. Premier odtrąbił zwycięstwo nad chorobą, ale przedwcześnie. “Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się te epidemii i tego wirusa. I to jest dobre podejście szanowni państwo, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się jego bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie 12 lipca” – mówił jeszcze niedawno i osiągnął swój cel, bo seniorzy poszli do wyborów i zagłosowali właściwie. Dziś jednak widać panikę w działaniach PiS, a zapewne wrócą obostrzenia, kwarantanny dla podróżujących poza granice, a może i dla tych jeżdżących pomiędzy regionami. Mamy po 500-600 zachorowań dziennie i niemal 1800 zgonów od marca. Dużo? Utonięć tego lata jest ponad 200, a w wypadkach drogowych w te wakacje zginęło już 235 osób. To tak dla porównania. Szczyt zachorowań – wg wielu znawców tematu – dopiero przed nami.

Nie wiadomo jednak, jaka jest statystyka wszystkich zgonów, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Ja nie doszukałem się nie tego nigdzie. No i ile osób umiera na choroby współistniejące. Zagadka.

Ku pokrzepieniu serc James Blunt “The Greatest”.

Efekt koronawirusa to jednak nie tylko zakażenia i zgony. Innym czynnikiem jest sytuacja życiowa, w jakiej znalazło się z powodu pandemii bardzo wielu Polaków. Trudności finansowe i izolacja to gotowy przepis na depresję, u wielu osób już obserwuje się panikę jako reakcję na ciągłe poczucie zagrożenia i samotność. Zdrowie psychiczne wielu z nas, którzy dotąd świetnie radziliśmy sobie z życiem, jest narażone na ciężkie próby. Brak nam naturalnych wentyli bezpieczeństwa, takich jak choćby udział w imprezach masowych, jesteśmy wszak istotami społecznymi.

A jeśli macie ochotę potańczyć w domku to dla Was “Taki Taki”. Fajne? No to bujajcie bioderkami!

Z innej beczki;

Rząd dzieli pieniądze z Funduszu Inwestycji Lokalnych. To 12 mld zł. Niemało. Problemu by nie było, gdyby decydowały jasne zasady. Tych jednak brak, a w zamian decyzja Premiera. No i tutaj pies pogrzebany, bo dla tych niepokornych wobec PiS-u samorządów pieniążki raczej nie będą przeznaczone. Zemsta smakuje na zimno.

Otworzyły się za to możliwości zarobkowe dla posłów. Nie muszą oni już informować Kancelarii Sejmu – jak było dotąd – o umowach zleceniach, czy o dzieło, jakich się podejmują. Otworzyły nie więc niebiańskie bramy (kieszenie) dla lobbystów. Hulaj dusza, wybory dopiero za 3 lata!

Tutaj nie mogło zabraknąć “Money for nothing” Dire Straits.

J.K. powiedział ostatnio, “jeśli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi stać po stronie, która broni tradycyjnych wartości i chce przebudowywać naszą rzeczywistość”, patrz – po stronie PiS. Nie ma złudzeń. A w blokach startowych do rządu znów – ta dam – Atonii Macierewicz! Wraca ze swoja smoleńską manią prześladowczą, cwaniackim uśmiechem i jadem ściekającym po brodzie. Schowany na dnie szafy przed wyborami (to już kanon działania PiS) zamiast znaleźć przejście do Narni, przesiąkł zapachem naftaliny, zebrał w sobie całą nienawiść do wrogów i sowieckich szpiegów i wylazł jak Jocker by siać spustoszenie. Ciekawi mnie ten zabieg J.K., bo to gotowa recepta na konflikt z A.Dudą (ale może trzeba utrzeć nosa Andrzejowi, by nie poczuł się zbyt niezależny w tej drugiej kadencji), no i psikus dla Morawieckiego, który też za Antonim nie przepada.

Jeśli o nienawiści mowa… Valley of Darkness “HATE”. Posłuchajcie, bo warto.

Na tapecie także afera pedofilska z udziałem syna Jacka Kurskiego, z lat 2009-12, kiedy tenże mając 17-20 miał dopuszczać się czynów lubieżnych na nieletniej (9-12 lat) Magdzie N. córce działacza PiS. Wszyscy oni spotykali się na wakacjach w Danielowce opodal Gdańska. Oczywiście ani słowa o tym w telewizji publicznej, a w ogóle to jest to atak totalnej opozycji na jaśnie panującego w mediach Jacka Kurskiego. Na pohybel im! Po uciszanych aferach pedofilskich z udziałem księży np. biskupa Janiaka z “Zabawa w chowanego” Sekielskich, nie mam wątpliwości jak zamieciona pod dywan będzie ta sprawa. W 2017 i 2019 sprawę już umarzano, bo prokuratura Ziobry zignorowała zeznania świadków. Ręka rękę myje. Układy jak z powieści o Cosa Nostrze. Tyle że w wydaniu znad Wisły.

W temacie “Cosa Nostra” w wydaniu Gati.

Uśmiałem się za to z wkrętki A.Dudy jaką zafundowali mu rosyjscy komicy (przez innych zidentyfikowani jako szpiedzy z Kremla). To właśnie pasuje do naszego Prezydenta, jak garnitur na miarę. Ale mamy takiego, na jakiego zasłużyliśmy, jakiego wybrała większość obywateli. A może oni też zrobili to “dla beki”? Coraz więcej polityków deklaruje, że nie weźmie udziału w zaprzysiężeniu. Shame on You! No to będzie skromniejsze, z powodu koronawirusa w okrojonym składzie. Tak to sobie ułożyli. Sprytnie. A.D. przysięgał będzie na Konstytucję, ale równie dobrze mógłby na książkę kucharską, bo z jednego i drugiego wysmaży, co tylko będzie chciał. Zaprzysiężenie już 6. sierpnia. Będziecie oglądali w TVP? A potem będzie msza prowadzona przez abp. Gądeckiego. Zachęciłem?

No to na koniec abp. Gądecki o komunii dla rozwodników i żyjących w związkach cywilnych.

Wakacje na półmetku.

28. lipca 2020

Niekiedy, jak człowieka weźmie nerw, to się musi wygadać. No to kolejny tekścik, choć mam obawę, czy nie za długi. Cóż, kto nie chce nie przeczyta, a kto będzie chciał obsmarować (polemizować) ten napisze komentarz – do czego z resztą zachęcam.
Do rzeczy.

Wakacje na półmetku, a w kociołku wre…

Pogoda w kratkę, raz słonecznie i ukrop, innym razem deszcz i dwadzieścia stopni. Ja taką pogodę lubię, a środowisko naturalne wręcz uwielbia, bo rośliny pną się, lub płożą z dzikim rozpasaniem. Były truskawki i wiśnie, a teraz czerwienią się pomidory. Maliny różnych odmian będą z nami aż do jesieni. Czekamy za to na winogrono, którego zielone kuleczki wyglądają obiecująco. Jedynie moje psy dyszą ciężko, szukają cienia i nawet na spacer chadzają bez przekonania. W końcu mają dla siebie cały ogród.


Dla tych, którzy planują wyjazdy, a są rodzicami dzieci do lat 18 czekał będzie już od 01. sierpnia bon turystyczny. Można będzie go zrealizować do marca 2022 po wcześniejszej rejestracji w ZUS. Obietnica prezydencka A.Dudy, pomimo że nie w pełnym wymiarze 1000 pln i nie dla każdego Polaka, ale wydaje się, że jakoś tam będzie zrealizowana. Ciekawi mnie jak duża ilość podmiotów gospodarczych będzie honorowała tę formę płatności, no i jaką będzie miał wartość w rzeczywistości ów bon – czytaj; co będzie można za niego kupić – bo wszak zwiększony popyt, przy wciąż ograniczonej podaży wpłynie na cenę usług, jak zawsze. Nie wybrzydzajmy jednak, bo do obiegu trafi ok. 3,25 mld pln (dzieci do 18 roku mamy w PL około 6,5 mln). To potężny zastrzyk dla krajowej branży turystycznej, tym bardziej że większość rodaków szuka miejsca do spędzenia urlopu właśnie w kraju. Już tłumy kłębią na plażach i na górskich szlakach, nad mazurskimi jeziorami etc. A wszyscy bez maseczek, trochę strapieni cenami, ale w większości jednak roześmiani. Mieszają się w restauracjach, na ulicach, w środkach transportu publicznego. Ślązacy z Pomorzanami, Mazurzy z Krakusami.

Dla wszystkich “zmiksowanych” na wakacjach hit disco polo – czyli sport narodowy… Bayer Full “Wszyscy Polacy”.


A koronawirus wraca z nową mocą. Wyjazd zagraniczny to wyraz dużej odwagi (gwałtownie wzrasta ilość zachorowań we Francji, w Hiszpanii i we Włoszech), ale wakacje w kraju też wydają się coraz mniej bezpiecznym rozwiązaniem. Widoczny jest wyraźny wzrost ilości zakażeń, po niemal 600 dziennie, gdy w momencie najbardziej dotkliwych restrykcji było ich po niespełna 400. Jesień zweryfikuje tę beztroskę, a gdy grypa sezonowa dołączy do Covid odżyją wątpliwości i strach. No i pewnie wrócą restrykcje. Już dziś poddawany jest w wątpliwość start nauki w szkołach we wrześniu. Bądźmy na to gotowi.

Z gry Assassin’s Creed (jednej z bardzo nielicznych, w jaką grałem) “Ready to fight”. Bądźmy gotowi…


A co najbardziej ujęło mnie w polityce, to Szymon Hołownia, który po wyborach (13,8% głosów w I turze) i urlopie zaczyna ofensywę i zapowiada powstanie ruchu Polska 2050. Jak wskazuje nazwa jego ugrupowania, ma plany działania na najbliższe 30 lat, ale chce mieć prędzej wpływ na politykę zamkniętą w kleszczach duopolu, jednak niełatwo mu będzie dociągnąć do wyborów w 2023, które zweryfikują jego wiarygodność. Na razie robi na mnie lepsze wrażenie niż pan Kukiz (plujący jadem i posługujący się językiem kryminału) i zdecydowanie bije wiecznie zagubionego i komicznego Petru z jego „sześcioma królami” i wiedzą, że „na świecie jest jakieś trzydzieści parę krajów” (cytaty). Porównałem go z tymi panami, bo to moim zdaniem podobne „zjawiska” w Polskiej polityce, a wejście Hołowni do polityki wciąż wydaje mi się jakimś eksperymentem socjologicznym, albo zwyczajną zgrywą, jaką robi aby zdobyć materiał do nowej książki. Jestem sceptyczny, co do czystości intencji tego pana. Niedowiarek ze mnie. Może. Słabości jest tu wiele, ot choćby że nie ma Hołownia żadnego zaplecza w postaci współpracowników z doświadczeniem w parlamencie, ani źródła finansowania – to mu nie pomoże. Jest za to – jak mówi – pamiętliwy i emocjonalny, a czego to zapowiedź? Zobaczymy. Ja będę się temu przyglądał z zainteresowaniem, bo będzie albo ambitnie i przełomowo, albo zwyczajnie wesoło.
Borys Budka, wytrawny gracz i cynik prima sort, ma dla niego dużo rad. Oj nie lubią się panowie.

A tutaj pioseneczka ekipy Szymona Hołowni… – zapraszają do gromkiego śpiewania, a więc…


PO z dużą łatwością przykleiło się do wyniku Trzaskowskiego i z właściwą sobie arogancją tłumaczy swą rację bytu poparciem 10 mln obywateli. Wkurza mnie to, bo głosując na Trzaskowskiego nie oddałem głosu na PO. (Ups, może to za duża szczerość! Ale co mi tam…) Opowiedziałem się za liberalną ideologią i wolnością jaką ta oferuje, a nie za ludźmi którzy są skompromitowani, a ich jedyną racją bytu jest, że PiS jest jeszcze gorszym tworem, z zakusami na totalitaryzm i przekonaniem, że obywatel nie potrafi zdecydować o sobie, trzeba go za wziąć za twarz i wytłumaczyć, co dla niego dobre. Błąd! Błąd panowie. Nie idź tą drogą Borysie.

Obawiam się, że Trzaskowski – zapowiadający się na nadzieję liberałów (oby nie ostatnią) – okaże się pisanką, wydmuszka wyborczą. Na razie dryfuje świętując przegraną w wyborach na kolejnych wiecach. Masochista?

Co to ma z resztą być ta Nowa Solidarność? Zostawmy wreszcie symbole, niech znaczą, co znaczyć powinny, bo choć są one fundamentem przyszłości, to jednak potrzeba czegoś nowego, na miarę czasów i oczekiwań.

Co do nadziei; Morawiecki przywiózł z Brukseli obietnicę 159 mld euro (125 mld euro grantów i 34 mld euro pożyczki), choć nikt nie wie za jaką cenę (praworządności, neutralności klimatycznej, etc. choć już słyszymy, że stworzenie stref wolnych od LGBT stanie się ością niezgody…). Śledziliśmy te rozmowy jak występy sztafety lekkoatletycznej na Olimpiadzie. Jedno co władze PiS ustaliły, to że jest to sukces. Podium dla Morawieckiego i Orbana! A przyjęcie tej tezy wcale nie poszło szybko i gładko. Minister Ziobro miał własne zdanie, ale podkopywanie Morawieckiego to u niego niemal rytuał i zapewne musiała podziałać tutaj niewidzialna ręka prezesa, aby zmiękł. Panu premierowi ufa aż 53% badanych przez IBRiS. Może to był argument? No i zapowiadana rekonstrukcja rządu z obcięciem liczby ministerstw to straszak na niepokornych.

Coś w temacie; Dire Straits i “Money for nothing”.

Jeśli chodzi o sondę; słabe notowania ma Morawiecki u osób z wyższym wykształceniem i u młodych, a – jeśli dobrze pamietam – miał być osobą, której zadaniem było przyciągnięcie tychże do PiS-u.

Ziobro wypowiada konwencję stambulską, choć nie wiadomo po co? Polemika wywołuje napięcia, bo jedni mówią o prawach kobiet, jakich strzeże owa konwencja, a drugim nie podobają się zawarte tam elementy ideologii gender i pojęcia płci społeczno-kulturowej, którą PiS-owcy mylą z transseksualizmam. Zacytuję tu wiceministra z ministerstwa sprawiedliwości Marcina Romanowskiego: „konwencja stambulska to ideologiczny koń trojański, który jest neomarksistowskim manifestem, sprzecznym z podstawowymi wartościami naszej kultury prawnej. […] Chcemy wypowiedzieć ten genderowski bełkot ratyfikowany przez PO i PLS. Opinia zagranicy nas nie interesuje. Dla nas podstawą jest suwerenne państwo narodowe”. Nie jesteśmy tolerancyjni, oj nie. Ani wyznaniowo, ani dla orientacji seksualnych innych niż tradycyjny model biblijny (ups, tam mowa jest o Żydach!), dla poglądów i nawet dla równouprawnienia ze względu na płeć. Taki kraj, tacy ludzie. Jestem przekonany, że trzeba zwyczajnie czasu, by się to zmieniło.

No to coś totalnie gejowskiego, ale przecież nie się nie zrzyma, gdy śpiewa Fredi Mercury z Queen!

Na świecie zaś wciąż niepokoje i demonstracje. Na Białorusi w czasie kampanii wyborczej brzmią słowa „Murów” Jacka Kaczmarskiego, co może być zapowiedzią powtórki z ukraińskiego Majdanu. W USA wciąż trwają zamieszki na tle rasowym i w sprzeciwie dla polityki D.Trumpa. Brazylią wstrząsają protesty na tle gospodarczym i wobec zlekceważenia zagrożenia koronawirusem. Na Kaukazie konflikt Azerbejdżańsko-Armeński z Rosją i Turcją w tle. A w polityce globalnej dwa supermocarstwa walczące o wpływy i supremację eskalują działania. USA i Chiny wydalają swoich dyplomatów i dziennikarzy, zrywają kontakty i ograniczają coraz bardziej możliwości komunikacji. Chińczycy szpiegują i kradną technologie, wzmacniają swoją pozycję gospodarczą i zyskują wpływy, gdy Ameryka osłabiona koronawirusem i demonstracjami zmierza w kierunku kryzysu. Brak równowagi jest groźniejszy niż się nam wydaje, bo Chińczycy wykorzystają przewagę bezwzględnie, jak to komuniści. D.Trump zaś gra w tę niebezpieczną grę w staraniu o reelekcję.
Dzieje się dużo i szybko. Pomimo wakacji, które są na półmetku.

Na koniec coś pozytywnego; polska myśl technologiczna dogania liderów zmian, a mam tu na myśli pojazdy elektryczne. Zaprezentowany został model Izery, a już za moment zobaczymy reaktywację Syrenki i Poloneza! Niech się lęka Elon Musk i jego Tesla, BMWi, Mercedes EQC, Nissan Leaf, Audi e-tron i inne. Polacy nadchodzą!

Przy tym kawałku zawsze mam ciężką nogę, jeśli wiecie o co biega… – oczywiście muza z Matrix “Propellerheads” – Spybreak!

Bawcie się więc tego lata elektrycznie, wystrzałowo i wspaniale. Wypoczywajcie jednak odpowiedzialnie, z zachowaniem odległości społecznych oczywiście, w maseczkach i dezynfekując dłonie. Wszystkiego dobrego i do usłyszenia!

Stos nr. 2 – Filozoficznie, naukowo i nieco transcendentalnie z Hararim, Hawkingiem et consortes.

Tym razem kilka książek, które w ostatnim czasie miały istotny wpływ na kierunek moich przemyśleń o miejscu ludzi w wielkim wydarzeniu, jakim jest Istnienie. Nie bez kozery piszę o wydarzeniu, bo określenia “projekt” lub “dzieło” narzucają pewną ramę i ograniczenie dla percepcji, bo czyj niby jest ten projekt, a każde dzieło ma zawsze swego twórcę. Dla wierzących w Boga odpowiedź jest prosta, ale autorzy tych pozycji nie idą na łatwiznę i stawiają szereg pytań, przez co pobudzają do zastanowienia, nadają też pewien kierunek owym rozmyślaniom.

O projekcie piszą Hawking i Mlodinow poruszając się wzdłuż osi czasu od tajemnicy stworzenia po próbę zrozumienia, czym jest świat nas otaczający i czy Bóg ustanawiający prawa rządzące światem sam także podlegał jakimś prawom. My zaś widzimy świat zniekształcony jak złote rybki w kulistym akwarium. Hawking zadaje pytanie, czy jesteśmy ofiarami Matrixa? Wszystko bowiem, co widzimy i czujemy jest tylko projekcją zmysłów. Mechanika kwantowa burzy naszą pewność w istnienie czegokolwiek pewnego, budując obraz świata jako jedynie prawdopodobnego i jednego z milionów możliwych. Inne wg M-teorii w ilości 10 do potęgi 500 mogą przy tym istnieć równolegle. Nie ma tu miejsca na przeznaczenie, przyszłość którą da się przewidzieć. Kult mechaniki kwantowej obecny jest w “Elementy…” M. Hellera. Droga w czasoprzestrzeni jest tu pojęciem bez sensu. Co najwyżej jest wyrok Boga, jeśli nie zwykły przypadek. Bóg wydaje się jednak znawcą fizyki, poza ludzkim zrozumieniem. Uff… wolę prawa Newtona! Jedyna pozytywna wiadomość dotyczy dylatacji czasu, czyli, że szybciej poruszający się ludzie starzeją się wolniej… Jak to wszystko działa? Odpowiedzią dla wielu jest właśnie Bóg, ale być może ma teraz wakacje, bo nie pokazuje się od wieków. kto jednak stworzył jego? A jeśli to ludzki umysł samokreuje struktury matematyczne, to skąd ma taką zdolność?

Isnienie Boga odrzuca Y.N.Harari.

Przyznam, że choć od pierwszego przeczytania trzech traktatów Yuvala Noaha Harariego minął niemal rok wciąż jestem pod wpływem i wrażeniem jego sposobu pojmowania naszego miejsca we Wszechświecie i tego w jaki sposób przedstawia przemiany cywilizacyjne i ich powody, a także demaskuje nasz dzisiejszy sposób pojmowania rzeczywistości (dość jednak ograniczony) i zachowania, które są wynikiem doświadczeń nabywanych przez tysiące lat ewolucji. To opowieści o nas samych, próba zmierzenia się z wewnętrznymi sprzecznościami, potrzebami, skłonnościami – również tymi do przemocy, potrzebą Boga, lub jego odrzuceniem i konsekwencjami – najczęściej tragicznymi – miksu wszystkich tych składowych. Harari dogłębnie analizuje ludzką psychikę wyciągając to, co stanowi energię tworzącą, albo niszczącą. Pokazuje też możliwe konsekwencje tego, co czynimy jako ludzkość dziś.

W “Homo deus” zauważa, że w dzisiejszym świecie tragedie to bardziej wyzwania, które człowiek jest w stanie zrozumieć i nie jest wobec nich bezradny. Nie znamy wprawdzie jeszcze szczepionki na Covid19, ale ludzkość nie reaguje już panicznie urządzając pielgrzymki do grobów świętych, albo powierzając zadanie wybawienia nas od choroby Bogu. Dziś już jesteśmy w stanie uwierzyć, że to nauka da nam odpowiedź, a uzdrowią nas lekarze. To już coś.

Myślą, którą Harari zgłębia jest “prawo do szczęścia”. Szczęście to dla niego waluta na równi z pieniędzmi, surowcami i zdobyczami techniki. Tam, gdzie go brak nie będzie postępu, a cywilizacja, której członkowie pozbawieni będą tego prawa runie. Bardzo podoba mi nie ten tok rozumowania, choć przewrotność Harariergo uderza w to zadowolenie. W procesie uszczęśliwiania ma swoje miejsce bowiem i biochemia – suplementy, lekarstwa, antybiotyki, używki, narkotyki, ucieczka do wirtualnej rzeczywistości etc. Prawdziwe szczęście to bowiem stać się bogami; żyć wiecznie w zdrowiu i bogactwie, z dostępem do wszechwiedzy i z mocami Supermana. To nie są hasła, to nie jest coś co znamy z filmów jako element zepsutego świata. To nasza rzeczywistość i ścieżka ku przyszłości, ku genetycznym zmianom i sztucznej inteligencji, która być może będzie traktowała nas tak, jak my dziś traktujemy człekokształtne małpy.

W “21 lekcji…” Harari obarcza nas wszystkich odpowiedzialnością za teraźniejszość i nie toleruje bierności w kształtowaniu przyszłości. Mamy milion wytłumaczeń, każdego dnia, by tego obowiązku nie brać na plecy, ale… Każdy z nas może być tym motylem, którego bicie skrzydłami wywoła trzęsienie ziemi miliony kilometrów dalej. A nasz głos jest ważny, ot choćby w wyborach. I chociaż w większej części procesu decyzyjnego rządzą algorytmy, to one decydują o naszych zachowaniach, to jednak emocje często decydują o kształcie przyszłości. Emocje to coś czego nie ma i nieszybko będzie miała sztuczna inteligencja. Dlatego nie można też lekceważyć ludzkiej głupoty. ale o tym jest już książeczka “Ludzie – krótka historia…”, która choć napisana językiem nieporównanie prostszym i nie stojąca nawet w połowie drogi między tabloidem a filozofią, to jednak pokazuje jak potrafimy spierdolić proste rzeczy.

Pływamy w czasie i to czas jest miarą naszego istnienia. Czym jednak jest czas? To próbuje wyjaśnić C.Rovelli w “Tajemnicy…”. Powyżej pisałem o ruchu, jako elemencie spowalniającym upływ czasu, a jednak i wysokość ma tu znaczenie. Warto więc spędzić wakacje nad morzem? Owszem, bo tu czas płynie wolniej, również w sensie fizycznym, bo Ziemia mając swą masę spowalnia go im bliżej jej środka. A więc morze. I to najlepiej latem, bo ciepło to pobudzenie, wszak gorąca herbata, to herbata o bardziej pobudzonych cząstkach. Nie zastanawiajmy się też nad teraźniejszością decydując się na lody, czy kawę za którą trzeba zapłacić fortunę, bo żadna teraźniejszość nie istnieje, a to że w portfelu pusto, to efekt czarnej dziury, której natury nie zgłębili jeszcze naukowcy.

No cóż, starałem się streścić tutaj treść siedmiu interesujących bryków, ale w sposób oczywisty nie chciałem opisać w całości ich treści, a to dlatego, by zachęcić Was do lektury. Czas wszak jest sprzyjający, bo to wakacje.

A przy czytaniu warto nawodnić się i nadać lekturze nieco lekkości dzięki smacznym napojom. Wszak in vino veritas, a więc polecam Primitivo di Manduria – moje ulubione. Smacznego i miłej lektury!

W stosiku znalazły się:

“Sapiens – Od zwierząt do bogów” Yuval Noah Harari

“Homo Deus” Yuval Noah Harari

“21 lekcji na XXI wiek” Yuval Noah Harari

“Wielki projekt” Stephen Hawking i Leonard Mlodinow

“Elementy mechaniki kwantowej dla filozofów” Michał Heller

“Tajemnica czasu” Carlo Rovelli

“Ludzie – Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko” Tom Phillips

Finał wyborów i wakacje!

13 lipca 2020

Koniec festiwalu wyborczego. Wreszcie! Wynik jaki jest każdy widzi. Prawa demokracji są nieubłagane. Oczywiście będą skargi, łkanie i dąsy – to już nawet zapowiedziane, ale niczego one nie zmienią. Wybór A.Dudy pokazuje w moim przeświadczeniu, że nasze społeczeństwo wciąż mocno tkwi w prawicowym przeświadczeniu o opiekuńczej roli państwa, jego misji sprawczej w kształtowaniu teraźniejszości i przyszłości. To na pewno łatwiejsze niż wiara w siebie i przejęcie kontroli nad własnym życiem. Wszak im więcej swobody, tym więcej odpowiedzialności za siebie i wyborów, które nie są łatwe. Słaba, w porównaniu z rzeszami konserwatystów, socjalistów, emerytów i rencistów jest klasa średnia i ludzie aspirujący, a także liberałowie z przekonania. Wyboru nie ułatwiła wciąż żywa pamięć o matactwach i braku wrażliwości społecznej ludzi z obozu PO zakończone przegraną w wyborach w 2015 r. a socjalne transfery są łasym kąskiem dla starszych i części młodszych, którzy startują w życie z niepewnością, co zgotuje im los. Być może wynik byłby inny, gdyby nie Covid, bo w takich czasach chętniej oddajemy możliwość decydowania o sobie instytucjom i ograniczona możliwość przemieszczania się, która spowodowała, że nieco osłabła nasza “europejskość”. Podział głosów niemal po równo między kandydatów pokazał, że jesteśmy społeczeństwem niejednolitym, ale to żadne odkrycie. Ważne abyśmy szanowali się w tej różnorodności. Osobiście pretensje mam jedynie do ludzi, którzy nie zagłosowali. Uważam, że niesłusznie otrzymują swoje zasiłki, 500+, etc. jeśli nie są w stanie w zamian pójść raz na cztery, czy pięć lat do lokali wyborczych. Wstyd, a w zasadzie Bezwstyd!

Dla nich wszystkich… Same, shame, shame! Shirley&Co.

Jaka będzie prezydentura Dudy w II kadencji? Walczy wszak o to, jakim zapamiętają go potomni. Oby była lepsza niż pierwsza. Więcej nie pragnę. Czekam także na spełnienie obietnic wyborczych. Było ich bez liku! Wiele też przed A,Dudą wyzwań i zagrożeń…

… ot choćby tak zwana repolonizacja mediów, czytaj; więcej propagandy sukcesu obozu rządzącego. Wezmą się też za gejów, lesbijki i wszelkie inne eLGeBeTy, bo to przecież ideologia nie ludzie, za tych co nie są katolikami (a więc i nie patriotami), za przedsiębiorców, bo to potencjalni vatowscy mafiozi, za zwolenników in vitro i aborcji… Dużo jest jeszcze do naprostowania w Polsce.

W komentarzu “Heaven on their Minds” z musicalu Jesus Christ Superstar.

A tymczasem lato uwodzi słonecznymi uśmiechami złotowłosej dziewczyny, aby po chwili kapryśnie się nachmurzyć i po gorącym pocałunku posłać nam chłodne spojrzenie inkwizytora. Nie wiadomo, czy się rozebrać, czy ubrać, jechać nad morze, czy raczej w góry? Nie ważne, bo wszędzie pełno ludzi. Według CBOS 80% Polaków planujących wakacje zostanie kraju, a tylko 5% zdecydowanie wyjedzie za granicę. Zagrożeniem jest ewentualna druga fala wirusa, ponowne zablokowanie ruchu lotniczego, lub konieczność kwarantanny. O cenach jedzonka nad polskim morzem pisałem w jednym z poprzednich wpisów, ale wszędzie jest podobnie. Może więc zagranica? Od 10 lipca do Anglii, Irlandii i Szkocji udamy się bez kwarantanny. To pocieszające, choć oczywiście zmierzą nam temperaturę. Możemy polecieć do Grecji (po wypełnieniu odpowiedniego formularza na tavel.gov.gr, na którego podstawie dostaniemy kod QR do okazania na lotnisku i możemy być wylosowani do testu na COVID). Jest możliwość spędzenia wakacji między innymi w Chorwacji lub Bułgarii. Wracają połączenia do Włoch i Hiszpanii.

Jedną z form, która zyskuje na atrakcyjności jest caravaning, ale wynajęcie dziś “turystyka” graniczy z cudem. To bezpieczniejsze i niekiedy tańsze niż all inclusive z biurem podróży. Część z moich znajomych wybiera się także na wyjazdy własnymi autami osobowymi. To trochę męczące, ale daje możliwości zwiedzenia wielu fajnych miejsc “po drodze”. Miłej podróży!

Dla wszystkich podróżujących Willie Nelson “On the road again.”

Dla tych, co zostają w kraju nieprzyjemną konsekwencją Covid jest, że mocno podrożały działki rekreacyjne. Ze sklepów znikają baseny i dmuchane fotele w fantazyjnych formach, przydomowe jacuzzi, sztuczna trawa (na balkony) i maty wiklinowe. To czas dla majsterkowiczów, bo kiedy jak nie teraz poświęcić się temu zajęciu? Coś o tym wiem, bo sam zawsze mam coś do zrobienia. Czas wakacji to też szansa na powrót do jakiegoś zapomnianego hobby, choćby do jazdy konnej, gry na gitarze, rysowaniu, malowaniu, pisaniu… Życie za krótkie jest na to wszystko. Tak więc, do dzieła!

A na dobry koniec tego wpisu właśnie “Live is too short” Scorpions w wersji akustycznej.

Do miłego!