Sierpniowe trele morele…

Jak się wam podoba nie koszona trawa w mieście? Kolorowo od kwiatów, brzęczą pszczoły i fruwają motyle, a ziemia nie wysycha. Same zalety, a że traci estetyka… Wszak to rzecz umowna. To co dla jednego gatunku jest chwastem, dla innego może być dobrodziejstwem. Mnie się podoba. U siebie też nie ścinam. Czekając na odbiór kosiarki z naprawy (trzeci tydzień) upajam się widokiem, a wśród roślin dostrzegam wiele ziół, o jakich istnieniu na moim trawniku nie miałem pojęcia. Oczywiście na drodze jest jeszcze kwestia bezpieczeństwa, widoczności dla kierujących i przechodniów. Jasne. Jak zwykle najlepszy jest “złoty środek”, czyli zdrowy rozsądek.

Koronawirus wraca z mocą. Pisałem już o moich obawach, co do tej jesieni, gdy zmiesza się efekt Covid-19 i grypa sezonowa. Wyobrażam sobie jak kaszlący i siekający będą omijani szerokim łukiem, a spanikowani pracodawcy zaczną drapać nie po głowach rozstrzygając dylemat; “wygnać delikwenta na kwarantannę, czy niech zaraża”, bo szanse na Covid-19 będą 50/50. Premier odtrąbił zwycięstwo nad chorobą, ale przedwcześnie. “Cieszę się, że coraz mniej obawiamy się te epidemii i tego wirusa. I to jest dobre podejście szanowni państwo, bo on jest w odwrocie. Już teraz nie trzeba się jego bać. Trzeba pójść na wybory tłumnie 12 lipca” – mówił jeszcze niedawno i osiągnął swój cel, bo seniorzy poszli do wyborów i zagłosowali właściwie. Dziś jednak widać panikę w działaniach PiS, a zapewne wrócą obostrzenia, kwarantanny dla podróżujących poza granice, a może i dla tych jeżdżących pomiędzy regionami. Mamy po 500-600 zachorowań dziennie i niemal 1800 zgonów od marca. Dużo? Utonięć tego lata jest ponad 200, a w wypadkach drogowych w te wakacje zginęło już 235 osób. To tak dla porównania. Szczyt zachorowań – wg wielu znawców tematu – dopiero przed nami.

Nie wiadomo jednak, jaka jest statystyka wszystkich zgonów, w porównaniu z rokiem ubiegłym. Ja nie doszukałem się nie tego nigdzie. No i ile osób umiera na choroby współistniejące. Zagadka.

Efekt koronawirusa to jednak nie tylko zakażenia i zgony. Innym czynnikiem jest sytuacja życiowa, w jakiej znalazło się z powodu pandemii bardzo wielu Polaków. Trudności finansowe i izolacja to gotowy przepis na depresję, u wielu osób już obserwuje się panikę jako reakcję na ciągłe poczucie zagrożenia i samotność. Zdrowie psychiczne wielu z nas, którzy dotąd świetnie radziliśmy sobie z życiem, jest narażone na ciężkie próby. Brak nam naturalnych wentyli bezpieczeństwa, takich jak choćby udział w imprezach masowych, jesteśmy wszak istotami społecznymi.

Z innej beczki;

Rząd dzieli pieniądze z Funduszu Inwestycji Lokalnych. To 12 mld zł. Niemało. Problemu by nie było, gdyby decydowały jasne zasady. Tych jednak brak, a w zamian decyzja Premiera. No i tutaj pies pogrzebany, bo dla tych niepokornych wobec PiS-u samorządów pieniążki raczej nie będą przeznaczone. Zemsta smakuje na zimno.

Otworzyły się za to możliwości zarobkowe dla posłów. Nie muszą oni już informować Kancelarii Sejmu – jak było dotąd – o umowach zleceniach, czy o dzieło, jakich się podejmują. Otworzyły nie więc niebiańskie bramy (kieszenie) dla lobbystów. Hulaj dusza, wybory dopiero za 3 lata!

J.K. powiedział ostatnio, “jeśli ktoś uważa, że warto być Polakiem, to musi stać po stronie, która broni tradycyjnych wartości i chce przebudowywać naszą rzeczywistość”, patrz – po stronie PiS. Nie ma złudzeń. A w blokach startowych do rządu znów – ta dam – Atonii Macierewicz! Wraca ze swoja smoleńską manią prześladowczą, cwaniackim uśmiechem i jadem ściekającym po brodzie. Schowany na dnie szafy przed wyborami (to już kanon działania PiS) zamiast znaleźć przejście do Narni, przesiąkł zapachem naftaliny, zebrał w sobie całą nienawiść do wrogów i sowieckich szpiegów i wylazł jak Jocker by siać spustoszenie. Ciekawi mnie ten zabieg J.K., bo to gotowa recepta na konflikt z A.Dudą (ale może trzeba utrzeć nosa Andrzejowi, by nie poczuł się zbyt niezależny w tej drugiej kadencji), no i psikus dla Morawieckiego, który też za Antonim nie przepada.

Na tapecie także afera pedofilska z udziałem syna Jacka Kurskiego, z lat 2009-12, kiedy tenże mając 17-20 miał dopuszczać się czynów lubieżnych na nieletniej (9-12 lat) Magdzie N. córce działacza PiS. Wszyscy oni spotykali się na wakacjach w Danielowce opodal Gdańska. Oczywiście ani słowa o tym w telewizji publicznej, a w ogóle to jest to atak totalnej opozycji na jaśnie panującego w mediach Jacka Kurskiego. Na pohybel im! Po uciszanych aferach pedofilskich z udziałem księży np. biskupa Janiaka z “Zabawa w chowanego” Sekielskich, nie mam wątpliwości jak zamieciona pod dywan będzie ta sprawa. W 2017 i 2019 sprawę już umarzano, bo prokuratura Ziobry zignorowała zeznania świadków. Ręka rękę myje. Układy jak z powieści o Cosa Nostrze. Tyle że w wydaniu znad Wisły.

Uśmiałem się za to z wkrętki A.Dudy jaką zafundowali mu rosyjscy komicy (przez innych zidentyfikowani jako szpiedzy z Kremla). To właśnie pasuje do naszego Prezydenta, jak garnitur na miarę. Ale mamy takiego, na jakiego zasłużyliśmy, jakiego wybrała większość obywateli. A może oni też zrobili to “dla beki”? Coraz więcej polityków deklaruje, że nie weźmie udziału w zaprzysiężeniu. Shame on You! No to będzie skromniejsze, z powodu koronawirusa w okrojonym składzie. Tak to sobie ułożyli. Sprytnie. A.D. przysięgał będzie na Konstytucję, ale równie dobrze mógłby na książkę kucharską, bo z jednego i drugiego wysmaży, co tylko będzie chciał. Zaprzysiężenie już 6. sierpnia. Będziecie oglądali w TVP? A potem będzie msza prowadzona przez abp. Gądeckiego. Zachęciłem?

Stos nr. 2 – Filozoficznie, naukowo i nieco transcendentalnie z Hararim, Hawkingiem et consortes.

Tym razem kilka książek, które w ostatnim czasie miały istotny wpływ na kierunek moich przemyśleń o miejscu ludzi w wielkim wydarzeniu, jakim jest Istnienie. Nie bez kozery piszę o wydarzeniu, bo określenia “projekt” lub “dzieło” narzucają pewną ramę i ograniczenie dla percepcji, bo czyj niby jest ten projekt, a każde dzieło ma zawsze swego twórcę. Dla wierzących w Boga odpowiedź jest prosta, ale autorzy tych pozycji nie idą na łatwiznę i stawiają szereg pytań, przez co pobudzają do zastanowienia, nadają też pewien kierunek owym rozmyślaniom.

O projekcie piszą Hawking i Mlodinow poruszając się wzdłuż osi czasu od tajemnicy stworzenia po próbę zrozumienia, czym jest świat nas otaczający i czy Bóg ustanawiający prawa rządzące światem sam także podlegał jakimś prawom. My zaś widzimy świat zniekształcony jak złote rybki w kulistym akwarium. Hawking zadaje pytanie, czy jesteśmy ofiarami Matrixa? Wszystko bowiem, co widzimy i czujemy jest tylko projekcją zmysłów. Mechanika kwantowa burzy naszą pewność w istnienie czegokolwiek pewnego, budując obraz świata jako jedynie prawdopodobnego i jednego z milionów możliwych. Inne wg M-teorii w ilości 10 do potęgi 500 mogą przy tym istnieć równolegle. Nie ma tu miejsca na przeznaczenie, przyszłość którą da się przewidzieć. Kult mechaniki kwantowej obecny jest w “Elementy…” M. Hellera. Droga w czasoprzestrzeni jest tu pojęciem bez sensu. Co najwyżej jest wyrok Boga, jeśli nie zwykły przypadek. Bóg wydaje się jednak znawcą fizyki, poza ludzkim zrozumieniem. Uff… wolę prawa Newtona! Jedyna pozytywna wiadomość dotyczy dylatacji czasu, czyli, że szybciej poruszający się ludzie starzeją się wolniej… Jak to wszystko działa? Odpowiedzią dla wielu jest właśnie Bóg, ale być może ma teraz wakacje, bo nie pokazuje się od wieków. kto jednak stworzył jego? A jeśli to ludzki umysł samokreuje struktury matematyczne, to skąd ma taką zdolność?

Isnienie Boga odrzuca Y.N.Harari.

Przyznam, że choć od pierwszego przeczytania trzech traktatów Yuvala Noaha Harariego minął niemal rok wciąż jestem pod wpływem i wrażeniem jego sposobu pojmowania naszego miejsca we Wszechświecie i tego w jaki sposób przedstawia przemiany cywilizacyjne i ich powody, a także demaskuje nasz dzisiejszy sposób pojmowania rzeczywistości (dość jednak ograniczony) i zachowania, które są wynikiem doświadczeń nabywanych przez tysiące lat ewolucji. To opowieści o nas samych, próba zmierzenia się z wewnętrznymi sprzecznościami, potrzebami, skłonnościami – również tymi do przemocy, potrzebą Boga, lub jego odrzuceniem i konsekwencjami – najczęściej tragicznymi – miksu wszystkich tych składowych. Harari dogłębnie analizuje ludzką psychikę wyciągając to, co stanowi energię tworzącą, albo niszczącą. Pokazuje też możliwe konsekwencje tego, co czynimy jako ludzkość dziś.

W “Homo deus” zauważa, że w dzisiejszym świecie tragedie to bardziej wyzwania, które człowiek jest w stanie zrozumieć i nie jest wobec nich bezradny. Nie znamy wprawdzie jeszcze szczepionki na Covid19, ale ludzkość nie reaguje już panicznie urządzając pielgrzymki do grobów świętych, albo powierzając zadanie wybawienia nas od choroby Bogu. Dziś już jesteśmy w stanie uwierzyć, że to nauka da nam odpowiedź, a uzdrowią nas lekarze. To już coś.

Myślą, którą Harari zgłębia jest “prawo do szczęścia”. Szczęście to dla niego waluta na równi z pieniędzmi, surowcami i zdobyczami techniki. Tam, gdzie go brak nie będzie postępu, a cywilizacja, której członkowie pozbawieni będą tego prawa runie. Bardzo podoba mi nie ten tok rozumowania, choć przewrotność Harariergo uderza w to zadowolenie. W procesie uszczęśliwiania ma swoje miejsce bowiem i biochemia – suplementy, lekarstwa, antybiotyki, używki, narkotyki, ucieczka do wirtualnej rzeczywistości etc. Prawdziwe szczęście to bowiem stać się bogami; żyć wiecznie w zdrowiu i bogactwie, z dostępem do wszechwiedzy i z mocami Supermana. To nie są hasła, to nie jest coś co znamy z filmów jako element zepsutego świata. To nasza rzeczywistość i ścieżka ku przyszłości, ku genetycznym zmianom i sztucznej inteligencji, która być może będzie traktowała nas tak, jak my dziś traktujemy człekokształtne małpy.

W “21 lekcji…” Harari obarcza nas wszystkich odpowiedzialnością za teraźniejszość i nie toleruje bierności w kształtowaniu przyszłości. Mamy milion wytłumaczeń, każdego dnia, by tego obowiązku nie brać na plecy, ale… Każdy z nas może być tym motylem, którego bicie skrzydłami wywoła trzęsienie ziemi miliony kilometrów dalej. A nasz głos jest ważny, ot choćby w wyborach. I chociaż w większej części procesu decyzyjnego rządzą algorytmy, to one decydują o naszych zachowaniach, to jednak emocje często decydują o kształcie przyszłości. Emocje to coś czego nie ma i nieszybko będzie miała sztuczna inteligencja. Dlatego nie można też lekceważyć ludzkiej głupoty. ale o tym jest już książeczka “Ludzie – krótka historia…”, która choć napisana językiem nieporównanie prostszym i nie stojąca nawet w połowie drogi między tabloidem a filozofią, to jednak pokazuje jak potrafimy spierdolić proste rzeczy.

Pływamy w czasie i to czas jest miarą naszego istnienia. Czym jednak jest czas? To próbuje wyjaśnić C.Rovelli w “Tajemnicy…”. Powyżej pisałem o ruchu, jako elemencie spowalniającym upływ czasu, a jednak i wysokość ma tu znaczenie. Warto więc spędzić wakacje nad morzem? Owszem, bo tu czas płynie wolniej, również w sensie fizycznym, bo Ziemia mając swą masę spowalnia go im bliżej jej środka. A więc morze. I to najlepiej latem, bo ciepło to pobudzenie, wszak gorąca herbata, to herbata o bardziej pobudzonych cząstkach. Nie zastanawiajmy się też nad teraźniejszością decydując się na lody, czy kawę za którą trzeba zapłacić fortunę, bo żadna teraźniejszość nie istnieje, a to że w portfelu pusto, to efekt czarnej dziury, której natury nie zgłębili jeszcze naukowcy.

No cóż, starałem się streścić tutaj treść siedmiu interesujących bryków, ale w sposób oczywisty nie chciałem opisać w całości ich treści, a to dlatego, by zachęcić Was do lektury. Czas wszak jest sprzyjający, bo to wakacje.

A przy czytaniu warto nawodnić się i nadać lekturze nieco lekkości dzięki smacznym napojom. Wszak in vino veritas, a więc polecam Primitivo di Manduria – moje ulubione. Smacznego i miłej lektury!

W stosiku znalazły się:

“Sapiens – Od zwierząt do bogów” Yuval Noah Harari

“Homo Deus” Yuval Noah Harari

“21 lekcji na XXI wiek” Yuval Noah Harari

“Wielki projekt” Stephen Hawking i Leonard Mlodinow

“Elementy mechaniki kwantowej dla filozofów” Michał Heller

“Tajemnica czasu” Carlo Rovelli

“Ludzie – Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko” Tom Phillips

Finał wyborów i wakacje!

13 lipca 2020

Koniec festiwalu wyborczego. Wreszcie! Wynik jaki jest każdy widzi. Prawa demokracji są nieubłagane. Oczywiście będą skargi, łkanie i dąsy – to już nawet zapowiedziane, ale niczego one nie zmienią. Wybór A.Dudy pokazuje w moim przeświadczeniu, że nasze społeczeństwo wciąż mocno tkwi w prawicowym przeświadczeniu o opiekuńczej roli państwa, jego misji sprawczej w kształtowaniu teraźniejszości i przyszłości. To na pewno łatwiejsze niż wiara w siebie i przejęcie kontroli nad własnym życiem. Wszak im więcej swobody, tym więcej odpowiedzialności za siebie i wyborów, które nie są łatwe. Słaba, w porównaniu z rzeszami konserwatystów, socjalistów, emerytów i rencistów jest klasa średnia i ludzie aspirujący, a także liberałowie z przekonania. Wyboru nie ułatwiła wciąż żywa pamięć o matactwach i braku wrażliwości społecznej ludzi z obozu PO zakończone przegraną w wyborach w 2015 r. a socjalne transfery są łasym kąskiem dla starszych i części młodszych, którzy startują w życie z niepewnością, co zgotuje im los. Być może wynik byłby inny, gdyby nie Covid, bo w takich czasach chętniej oddajemy możliwość decydowania o sobie instytucjom i ograniczona możliwość przemieszczania się, która spowodowała, że nieco osłabła nasza “europejskość”. Podział głosów niemal po równo między kandydatów pokazał, że jesteśmy społeczeństwem niejednolitym, ale to żadne odkrycie. Ważne abyśmy szanowali się w tej różnorodności. Osobiście pretensje mam jedynie do ludzi, którzy nie zagłosowali. Uważam, że niesłusznie otrzymują swoje zasiłki, 500+, etc. jeśli nie są w stanie w zamian pójść raz na cztery, czy pięć lat do lokali wyborczych. Wstyd, a w zasadzie Bezwstyd!

Dla nich wszystkich… Same, shame, shame! Shirley&Co.

Jaka będzie prezydentura Dudy w II kadencji? Walczy wszak o to, jakim zapamiętają go potomni. Oby była lepsza niż pierwsza. Więcej nie pragnę. Czekam także na spełnienie obietnic wyborczych. Było ich bez liku! Wiele też przed A,Dudą wyzwań i zagrożeń…

… ot choćby tak zwana repolonizacja mediów, czytaj; więcej propagandy sukcesu obozu rządzącego. Wezmą się też za gejów, lesbijki i wszelkie inne eLGeBeTy, bo to przecież ideologia nie ludzie, za tych co nie są katolikami (a więc i nie patriotami), za przedsiębiorców, bo to potencjalni vatowscy mafiozi, za zwolenników in vitro i aborcji… Dużo jest jeszcze do naprostowania w Polsce.

W komentarzu “Heaven on their Minds” z musicalu Jesus Christ Superstar.

A tymczasem lato uwodzi słonecznymi uśmiechami złotowłosej dziewczyny, aby po chwili kapryśnie się nachmurzyć i po gorącym pocałunku posłać nam chłodne spojrzenie inkwizytora. Nie wiadomo, czy się rozebrać, czy ubrać, jechać nad morze, czy raczej w góry? Nie ważne, bo wszędzie pełno ludzi. Według CBOS 80% Polaków planujących wakacje zostanie kraju, a tylko 5% zdecydowanie wyjedzie za granicę. Zagrożeniem jest ewentualna druga fala wirusa, ponowne zablokowanie ruchu lotniczego, lub konieczność kwarantanny. O cenach jedzonka nad polskim morzem pisałem w jednym z poprzednich wpisów, ale wszędzie jest podobnie. Może więc zagranica? Od 10 lipca do Anglii, Irlandii i Szkocji udamy się bez kwarantanny. To pocieszające, choć oczywiście zmierzą nam temperaturę. Możemy polecieć do Grecji (po wypełnieniu odpowiedniego formularza na tavel.gov.gr, na którego podstawie dostaniemy kod QR do okazania na lotnisku i możemy być wylosowani do testu na COVID). Jest możliwość spędzenia wakacji między innymi w Chorwacji lub Bułgarii. Wracają połączenia do Włoch i Hiszpanii.

Jedną z form, która zyskuje na atrakcyjności jest caravaning, ale wynajęcie dziś “turystyka” graniczy z cudem. To bezpieczniejsze i niekiedy tańsze niż all inclusive z biurem podróży. Część z moich znajomych wybiera się także na wyjazdy własnymi autami osobowymi. To trochę męczące, ale daje możliwości zwiedzenia wielu fajnych miejsc “po drodze”. Miłej podróży!

Dla wszystkich podróżujących Willie Nelson “On the road again.”

Dla tych, co zostają w kraju nieprzyjemną konsekwencją Covid jest, że mocno podrożały działki rekreacyjne. Ze sklepów znikają baseny i dmuchane fotele w fantazyjnych formach, przydomowe jacuzzi, sztuczna trawa (na balkony) i maty wiklinowe. To czas dla majsterkowiczów, bo kiedy jak nie teraz poświęcić się temu zajęciu? Coś o tym wiem, bo sam zawsze mam coś do zrobienia. Czas wakacji to też szansa na powrót do jakiegoś zapomnianego hobby, choćby do jazdy konnej, gry na gitarze, rysowaniu, malowaniu, pisaniu… Życie za krótkie jest na to wszystko. Tak więc, do dzieła!

A na dobry koniec tego wpisu właśnie “Live is too short” Scorpions w wersji akustycznej.

Do miłego!

Twardziele i Ciacha

  • czyli faceci nie z tej ziemi… – wersja 04.2020
  1. George Michael czyli Geórgios Kyriákos Panajiótu (ur. 25.06.1963) – piosenkarz
  2. Prince czyli Prince Rogers Nelson(07.06.1958) – piosenkarz
  3. Patryk Swayze czyli Patrick Wayne Swayze (18.08.1952) – aktor

chcesz dodać swoje propozycje, albo zagłosować na te powyżej wpisz komentarz ze swoją kolejnością od 1-3.

Gorrrące Towary!

  • czyli kobiety i dziewczęta, których wdzięk, talent i uroda mnie urzekają…

  • Marilyn Monroe czyli Norma Jeane Mortenson (ur. 1 czerwca 1926 r. – zm.5. sierpnia 1962) – aktorka, piosenkarka

No kto by jej nie znał i nie podziwiał?! Ikona seksu i wzór do naśladowania dla milionów kobiet na całym świecie. Uroda, sposób bycia, sex appeal i głos… Jej “Happy birthday mr President” dla J.F.K. brzmi jak westchnienia orgazmu. Urodziła się w Los Angeles, ale jej dzieciństwo nie było szczęśliwe – została przez matkę oddana do rodziny zastępczej. Od 1946 roku pracowała dla 20th Century Fox (a wcześniej w fabryce), ale potem zmieniała wytwórnie. Trzykrotnie wychodziła za mąż. Ja pamietam ją głównie z “Niagary”, gdzie pokazała się zawinięta jedynie w ręcznik. W czasach, gdy film był nowością było to bardzo odważne.

  • Sandra Bullock czyli Sandra Annette Bullock (26.07.1964) – aktorka

Jeśli chodzi o urodę, jej najsilniejszymi atrybutami są w moim przekonaniu urzekający uśmiech i piękne, choć dość silnie zbudowane nogi. Zadebiutowała w 1987 roku w dreszczowcu “Hangmen, grała też w filmach sensacyjnych, melodramatach i sf, choć ja wolę jej role w komediach romantycznych. Podziwiam jej dystans do siebie samej; jako jedna z nielicznych odebrała osobiście Złotą Malinę dla najgorszej aktorki w 2009 r. (w sumie otrzymała 2 takie nagrody). W 2010 otrzymała Oscara. W życiu prywatnym nie układało jej się najlepiej. W 2010 roku się rozwiodła. Wychowuje adoptowane, czarnoskóre dziecko.

  • Charlize Theron (07.08.1975) – aktorka

No cóż, można powiedzieć, że znów uśmiech i nogi… Urodzona w RPA gwiazda jest zdobywczynią Oscara, Złotego Globu i wielu innych prestiżowych nagród. Ma powalające spojrzenie i niezwykły wdzięk, w dużej mierze doszlifowany w modelingu i w szkole baletowej w NY. Pierwszy raz zagrała w 1996 r. w filmie “Dwa dni z życia doliny”, gdzie pokazała wiele ze swoich “tajemnic”. Do Playboya pozowała jeszcze jako nieznana modelka, a jako gwiazda w roku 1999 r., jednak przy tej okazji wyciekło kilka jej “niegrzecznych” zdjęć z wcześniejszych sesji. Patronuje projektowi wspierania walki z AIDS, poprawy życia kobiet w Afryce i wspiera wiele innych inicjatyw charytatywnych.

  • Julia Fiona Roberts (26. października 1967 r.) – aktorka

Wszyscy znają ją przynajmniej z obrazu “Pretty Woman”, gdzie zagrała prostytutkę u boku Richarda Gere. Kopciuszek, który zmienia się w księżniczkę, to poza romantyczną otoczką dość śmiała wizja. Kobietą Julia jest jednak piękną, bez wątpienia. Laureatka Oscara w roku 2000. Mieszka w NY z mężem i trójką dzieci.

  • Nicole Scherzinger (29. czerwca 1978) – piosenkarka, aktorka

Urodziła się w Honolulu. Jej ojciec jest Filipińczykiem, a matka pochodzi z rodziny ukraińsko-hawajskiej, tak więc ma Nicole sporą domieszkę słowiańskiej krwi. Nie ma na koncie takich osiągnięć jak dwie wcześniej prezentowane panie, ale tym jak się rusza zasługuje na miejsce w moim zestawieniu. Na zdjęciu razem z dziewczynami z Pussycat Dolls.

  • Gisele Bŭndchen (ur. 20 lipca 1980 r.) – modelka

Zdaniem wielu najpiękniejsza kobieta świata, a także najbogatsza modelka. Na pewno ciało ma obłędne! Pochodzi zaś z Brazylii, choć jej rodzice są Niemcami. Ma jeszcze 6 sióstr, w tym bliźniaczkę. Chciała zostać siatkarką, ale nie nie udało 🙂 Od 1996 r. pracuje i mieszka w NY, a prezentowała np. komputery Apple. Ma też za sobą doświadczenia aktorskie i wokalne.

Stos nr. 1 – Historie o Englalandzie pisane ręką B. Cornwella.

Wojny Wikingów; 12 tomów, ale żal gdy już koniec!

Wojny Wikingów B. Cornwella ma swoje lepsze i gorsze momenty. Jednak kończyłem czytanie 12 tomu z żalem, że to już koniec. Nie natrafiłem bowiem dotąd na lepiej sfabularyzowaną historię Anglii w epoce, gdy kształtowała się jej tożsamość. B. Cornwell doskonale oddał ducha epoki, a jego sceny batalistyczne wbijają w fotel. Dzieje Uthreda z Babbenburga poznajemy od trudnego dzieciństwa, gdy jego ojciec ginie, a on sam trafia w niewolę u jarla Ragnara. Autor opowiada o dorastaniu Uthreda w gronie duńskich wojowników, którzy z czasem stają się jego rodziną, o służbie u saskiego króla Alfreda i jego syna Edwarda, służbie która niesie z sobą wiele wyrzeczeń, zmusza do kompromisów, pośród których bohater znajduje ścieżki losu za sprawą serca i rozumu. Przeznaczenie jest wszystkim – mawia i podejmuje niezłomnie wyzwania jakie stawia mu życie i przeciwnicy. Fabuła zręcznie wpleciona jest w udokumentowaną historię, a postaci fikcyjne mieszają się z autentycznymi wypełniając luki z kronik. Powieść zachwyca kolorytem opisów, różnorodnością postaw i charakterów, konsekwencją bohaterów, ale jest w tej prozie wiele momentów zaskakujących. Znajdziecie tu miłość i krew, przyjaźń i zdradę, okrucieństwo i łaskę, walkę o ziemie i wpływy, zderzenie kultur i wiar – Thor i Wodan w myślach i na tarczach swych wyznawców stają przeciw wojownikom i kapłanom Chrystusa. Gorąco polecam!

Trylogia arturiańska; mieszane uczucia.

Zdecydowanie więcej oczekiwałem od autora tak udanej serii, jak Wojny Wikingów i pewnie inaczej odebrałbym tę książkę, gdybym przeczytał ją wprzódy. Pierwszy tom wydany został wszak w 1995 r. Po pierwszych stronach zastanawiałem się, czy warto dalej, bo legenda arturiańska w wykonaniu Marion Zimmer Bradley “Mgły Avalonu” tak zapadła mi w pamięć i podbiła wyobraźnię, że trudno było mi znaleźć miejsce na inne wyobrażenie postaci i wydarzeń z tego okresu. Z oporem przyjmowałem zdziwaczałego Merlina, pełnego dylematów i cały czas wątpiącego w swoją misję Artura, rozpustnej Ginewry i Lancelota który stanowi o elemencie LGBT w powieści. Historię opowiada Derfel, Sakson który walczy po stronie Brytów (Walijczyków), u boku Artura, bo jego matką była właśnie niewolnica wywodząca się z rdzennej ludności wysp. Trudno oprzeć się wrażeniu, że najciekawsze wątki B. Cornwell wykorzystał i rozwinął później w Wojnach Wikingów, bo podobieństw obu cykli można znaleźć wiele. W miarę czytania przyzwyczajałem się jednak i nabierałem zaufania do kreowanej wizji. Do ostatniej strony trzeciego tomu dotarłem bezboleśnie, jednak książka pozostawiła mi mieszane odczucia. Myślę, że mimo wszystko warto po nią sięgnąć, tym bardziej jeśli jeszcze nie czytaliście Wojen Wikingów. Zachowajcie odpowiednią kolejność, a unikniecie rozczarowań, które mi nieco przeszkadzały w lekturze.

Więcej o Bernardzie Cornwellu i jego twórczości znajdziecie tutaj.

Do czytania powyższych książek oczywiście polecam szklaneczkę whiskey. Na zdjęciu podarowana mi przez przyjaciół 12-letnia Teeling The Revival stażona w beczkach po burbonie i finiszowana w beczkach po brandy i koniaku. W smaku krem waniliowy, miód i praliny, nieco cytryny i oczywiście dębowa cierpkość. Niesamowita woń i cudowny finisz. Do szesnastu książek nie wystarczy jednak chyba jedna butelka… Smacznego!

Wyborcza cisza. Idylla.

Pogoda piękna jak marzenie, od lasu dochodzi śpiew ptaków, a wróble ćwierkają ukryte w żywopłocie, albo ganiają się w podcieniach, pszczoły i bąki harcują w lawendowych pióropuszach i w gąszczu lilii, wiatr miło chłodzi gdy słoneczko przygrzewa. Idylla. A do tego dziś niedziela. Cisza wyborcza służy światu i po kampanii jak przesłodzona herbata urokliwy świat wyłania się z tego syropu. Nacieszmy się, bo niedługo to potrwa. Mamy wrodzone tendencje do spieprzenia wszystkiego co fajne. Już w boksach czekają redaktorzy programów telewizyjnych, dziennikarze z gazet i portali, aby gdy tylko wybije dwudziesta pierwsza ruszyć po krew i mięso. Eksplodują słupki i linie wykresów, pojawią się analizy jakich nie wymyśliłby pisarz sf, dogłębne bilanse jak głosowali ludzie w niebieskich koszulach, a jak ci w sportowym obuwiu i czy posiadanie wąsów ma wpływ na preferencje wyborcze. Ale to wieczorem.

Coś fajnego znalezione w sieci i właśnie o idylli, rozumianej tyleż bezpośrednio, co aluzyjnie. Alicetea “Idylla” – warto posłuchać!

A’propos partolenia; przeczytałem ostatnio książeczkę “Krótka historia o tym, jak spieprzyliśmy wszystko” autorstwa Toma Phillipsa, a jeśli nawet nie jest to literackie arcydzieło, daje do myślenia – przede wszystkim o tym, jak rzadko uczymy się na błędach. Moim bohaterem z tej książki jest Tom Midgley, wynalazca benzyny ołowiowej i CFC – freonu. Pierwszy wynalazek zdegradował środowisko i zniszczył zdrowie milionów ludzi w kilku pokoleniach i na całym świecie, wpływając również na poziom przestępczości (to akurat bardzo ciekawe połączenie), a drugi zdegradował powłokę ozonową do tego stopnia, że skutki widoczne są bez wnikliwych analiz. W obu przypadkach beneficjentem był koncern General Motors. Autor książki wprowadza pojęcie “gromadomyślenia”, opisujące jak ulegamy dominującej koncepcji kreowanej przez charyzmatycznych przywódców, lub grupy wpływów, nawet gdy serwowane przez nich idee są z gruntu idiotyczne, nieprawdziwe i szkodliwe. Ludzie inteligentni i wrażliwi nie mają zazwyczaj gardeł przystosowanych do krzyku. Głupota za to jest głośna, o tak! Skąd my to znamy…

Pandemia za to nie zwalnia; mamy sytuację jak na przełomie marca i kwietnia, czyli 200-300 zakażeń codziennie oraz ok. 10 zgonów każdego dnia. Ciekaw jestem rozwoju Covid po wyborach, w zależności od zwycięstwa jednego z kandydatów, zwłaszcza tego drugiego.

Czy przywykliście już do maseczek? Wielu wciąż neguje ich zasadność (z uporem antyszczepionkowców), szczególnie w wysokich temperaturach. Fakt, niełatwo w nich wytrzymać, szczególnie gdy pracuje się w zamkniętym pomieszczeniu i bez klimatyzacji. Częstsze ostatnio kontrole Policji w marketach wpłynęły jednak na zmniejszenie plagi astmy lepiej niż immunoterapia (zainteresowanych odsyłam tutaj). Znacznie łatwiej przywyknąć do pracy on-line, do telekonferencji i braku tłoku w restauracjach, do mniejszych korków na ulicach, braku biegów ulicznych i kolumn rowerzystów, którzy w imię jakiej idei paraliżują centra miast. Naraziłem się, a niech tam.

W tym klimacie Roling Stones z kawałkiem “Living in a ghost town”.

Na koniec zachęcę was jeszcze do głosowania, bo na któregokolwiek kandydata oddacie głos, pamiętajcie; “kto głosuje ten się liczy!”

Prócz zegara…

wieczór sączy się tykaniem

ukrywa twarz pod maską minut

w lustrze nic się nie odbija

prócz nagiej przezroczystości

kandelabr już nie roni wosku

milczy świeca śpiąc w białości

przestrzeń zmęczona dziennym trwaniem

zdejmuje płaszcz tkany z trójwymiaru

i krople barw zbiera w chłodne dłonie

kryje ich blask pod kotary powiek

obnaża pustkę każdej prędkiej myśli

i lęk ukryty w każdym głośnym słowie

rośliny zgięte pod ciężarem znaczeń

wgryzają się głębiej w szare cele donic

obrastają w kurz z nic niewartych idei

wiedzą, nic ponad się nie ziści   

co nie jest tak bliskie sensu 

jak gesty setek rąk, ich liści

pyszni się kształtem dumne krzesło

śmieje się z pustości szklanki

lecz nic nie jest już warte wzroku

co nie jest istotą zapatrzenia

i prócz zegara nikt już więcej

nie ma nic do powiedzenia…

Patrząc na Wenus.

Mówią, że

niosłeś światło

smutny wędrowcze 

o tysiącu imion

a ludzie chcieli

pozostać bezrozumnie szczęśliwi

za bardzo zwątpiłeś 

aby pozostać aniołem

za wiele czułeś 

żeby stać się człowiekiem

teraz

zawieszony ponad horyzontem

lśnisz w ciemności

być może czekasz

na armageddon

albo wiesz dobrze

że nie nadejdzie

bo już nikt 

w to nie wierzy.

Nevermore.

Zawieszam na ścianie obraz. 

namalowałem go na płótnie wieczora.

Jest tam ton rozmów, 

gorące słowa wyznań,

lekkość dotyku i chłód wiatru,

księżyc w nocnej mgle,

bezimienne cienie,

których bliskości już nie poczuję.

To droga, którą dopiero co szedłem 

a dziś wieczór na skrót,

                     przez albumy zdjęć.

Dotykam palcami traktu.

Czuję szorstki piasek,

kruchość liści i ulotność wrażeń.

Obraz nie ma jeszcze ram

ale nadałem mu tytuł; „Nevermore”.

U wejścia do ogrodu

na rzeźbie Pallady siedzi kruk

– ciemny anioł przemijania.

Patrzy szklanym wzrokiem zimnych oczu

a pod ich dotykiem przestrzeń traci niewinność.

W czerń jego piór wsiąkają wspomnienia

zapadają się w otchłań 

I zapominam.