Między dżumą a cholerą.

Tak właśnie część z moich znajomych określa wybór pomiędzy dwoma kandydatami na urząd Prezydenta RP, a decyzja będzie do podjęcia już w tę niedzielę. Festiwal wyborczy trwa w najlepsze angażując media i naszą uwagę w stopniu porównywalnym tylko ze skokami Małysza i meczami ostatniej szansy narodowej jedenastki biało-czerwonych. Im bliżej jednak terminu, tym bardziej fantastyczne stają się obietnice serwowane przez obu panów. Aż boję nie pomyśleć, co by wymyślili, gdyby kampania potrwała choćby tydzień dłużej!

Na tę okoliczność dedykuję Wam piosenkę Korn “Am I Going Crazy”.

Duda krzyczy, że obniży podatki, choć ze wszystkich sił je podnosi. Jak podrożało “życie” przez ostatnie lata wie każdy, kto chodzi regularnie na zakupy. No tak, ale czy podczas rządów PO nie było podobnie? Trzaskowski nie mówi nic o obniżkach danin, więc nawet nie sili się na mydlenie nam oczu. Obaj panowie utrzymają 500+, czyli program Platformy zrealizowany przez PiS. Zgodnie nie podniosą wieku emerytalnego, a kiedy Duda mami 13, 14… emeryturą, Trzaskowski chce znieść od nich PIT i dołożyć 200+ na każde dziecko dla emerytów. Oto dylemat, od której strony zacząć jeść ogórek. Duda obiecuje cyfryzację i internet (to robią sieci teleinformatyczne prędzej i lepiej niż każdy Prezydent), dofinansowanie i aktywizację obszarów zapóźnionych, oraz oczywiście Centralny Port Lotniczy i przekop mierzei wiślanej. Dołoży do emerytur strażakom i da dzieciakom bon turystyczny – a to wszystko za pożyczone pieniądze, które ktoś, kiedyś tam później wyciągnie z kapelusza (choć kiedy Państwo daje to nie mam nic przeciwko, bo niezależnie od tego czy da, weźmie od nas i to z administracyjną nawiązką – taki ma zwyczaj). Nie będę więcej wyliczał, bo każdy z nas może tych zaklęć posłuchać z dowolnej stacji TV i w wybranych radiu – oczywiście we właściwej formie i z niezbędnym komentarzem.

Dla wszystkich żądnych obietnic Beverly Craven i kultowy “Promise Me”.

Jednak nie ważne jest, co obiecają dać, bo do dawania mają bardzo ograniczone możliwości, ale co zawetują, bo najważniejszym uprawnieniem w tej funkcji jest właśnie weto, które może być przez Sejm odrzucone stosunkiem 3/5 głosów (276 posłów), a takiej większości PiS nie posiada (235 posłów)! Oczywiście Prezydent posiada także inicjatywę ustawodawczą, ale tę może zrealizować głównie dzięki politycznym szachom i tutaj właśnie pojawia się dylemat; czy spolegliwy Duda jest w stanie w takie szachy zagrać z Kaczyńskim i spółką? Albo, czy Trzaskowski będzie chciał stosować taką grę w imię jakiegoś wyższego – społecznego (lub niższego – partyjnego) celu, a także, czy Kaczyński będzie chciał usiąść do szachownicy? Jeśli zaś o możliwościach Prezydenta, to może on także skrócić kadencję Sejmu, a to w przypadku, gdy ustawa budżetowa zbyt późno znajdzie się w kancelarii Prezydenta, a tak działo się w ostatnich latach. Tu gdzie Duda był Garfieldem, Trzaskowski będzie niby Punisher. Nowy Prezydent wybierze także prezesa NBP, co po skandalu z Glapińskim będzie decyzją strategicznie bardzo ważną i skomentowaną niewątpliwie przez wszystkie media. Duda się nie popisał, bo to na jego wniosek ten mistrz korupcji i sponsor “glapiczek”dostał się na stołek.

Tak więc czeka nas niełatwy wybór, choć czy między dżumą a cholerą, tego nie wiem. Jest wszak wiele brzydkich chorób…

Na osłodę zaś proponuję kawałek “Try Everything” Shakiry, o tym, że warto myśleć pozytywnie, próbować, podnosić się pomimo porażek i uczyć się na błędach, choć to nie Polska specjalność.