Myślenie intencyjne. Cel i droga.

17. sierpnia 2020

Lato w pełni, żar leje się z nieba, tego chcieliśmy. Kto nad morzem, ten słucha fal i mew, albo wołania rodziców do dzieciaków; no chodź tu! Nie kupię ci piątego loda! Pilnuj flaminga… etc. Jak Polska długa i szeroka wszędzie rojno i gwarno. Ja w takie dni wpadam w objęcia bluesa i trudno mi się z nich wyzwolić. Fantastycznie w czasie upałów słucha się choćby „Funky Guitar Blues” Bryce Janeya, a w podróży, „Long Way Home” Clarence Browna jest idealny. No i oczywiście moje ulubione dziewuchy z Larkin Poe. Lista kawałków jest długa, ale te polecam wam na dziś.

Funky Guitar Blues znajdziecie tutaj,

a Long Way Home tutaj.

Coś od lasek z Larkin Poe – “Black Betty”; będzie tutaj.

Polska podzielona na strefy i to nie pod względem ideowym, ale z powodu wirusa. Czerwone i żółte plamy na mapie są jak ślady ukąszeń. Wróciły tam obostrzenia odnośnie organizacji imprez kulturalnych, sportowych, działalności siłowni, etc. W pozostałej części kraju zmieniło się tyle, że od obowiązku zakrywania nosa i ust nie zwalnia już astma i inne choroby układu oddychania, lecz jedynie zaburzenia rozwoju i niepełnosprawność intelektualna. Patrząc na tych młodych, wysportowanych, wysiadających z wypasionych bryk, którzy nie stosowali dotąd maseczek, prędzej uwierzę w ich chorobę psychiczną niż w astmę. I teraz będzie się dopiero wszystko zgadzało!

Rząd nie pomoże przedsiębiorcom ze stref żółtej i czerwonej, którzy po raz drugi zmagają się z lock-down – tak zapowiedziała pani J. Emilewicz. Będą mieli kłopoty. Oczywiście korzystają z dobrodziejstw tarczy 4.0., a w tym z dopłat do wynagrodzeń dla pracowników. Tarcza daje im np. możliwość wysłania pracowników na zaległy urlop nawet bez ich zgody, a także pozwala na obniżenie wynagrodzenia na podstawie aneksu, jednak wiąże ręce w zakresie wypowiadania umów, bo zwolnienie jednego pracownika, na którego uzyskano dofinansowanie powoduje, że konieczny jest zwrot dofinansowania pobranego dla wszystkich innych. Okres ochronny dla pracowników potrwa tak długo jak kroplówka rządu. Czyli już niedługo. Specjaliści mówią o 2 mln bezrobotnych do końca 2020, czyli jakieś 12-13%. I nic się nie zmieni do 2023. W czasie wyborów informacje o rynku pracy były bardzo uspakajające. W uzupełnieniu; do bezrobotnych nie wlicza się osób, które są na przestojach z powodu Covid, pomimo, że nie pracują.

Niedawno wpadła mi w ucho piosenka, Fireflight – „Stay Close”, którą dedykuję wszystkim zagubionym i przygnębionym obecnym stanem rzeczy.

Wrzesień zbliża się szybkimi krokami, co widoczne jest w marketach spożywczych, które od wejścia atakują regałami z przyborami szkolnymi. Wielką niewiadomą jest jednak, czy dzieciaki ruszą do szkół i jak będzie wyglądała edukacja. Duży odsetek polaków nie jest przekonany, czy szkoły będą bezpieczne i sami dyrektorzy mają problem z rozwiązaniem dylematów organizacyjnych. W obliczu powiększającej się ilości zachorowań obawy są uzasadnione, bo odstęp społeczny będzie fikcją, dzieci to nie żołnierze. A system mieszany, czy zdalny spowoduje dezorganizację. Już w maju i czerwcu trudno było o skupienie uwagi dzieciaków na nauce, a edukacja przed ekranem kompa to brak możliwości nabywania zdolności społecznych, nawiązywania przyjaźni etc. Zewnętrzny przymus i rywalizacja są często siłą napędową do zdobywania kompetencji, a przez kontakt twarzą w twarz budują się emocje. Tak jesteśmy skonstruowani. Swoją drogą to ciekawe, jakie zmiany wywoła czas koronawirusa w psychice młodych ludzi, tych w okresie formatywnym. 

Najwięcej zwolenników startu edukacji w tradycyjnej formie jest w Koalicji Obywatelskiej, najmniej wśród Konfederatów, a na rozwój sytuacji czekają głównie rodzice, którzy przejeli niejednokrotnie rolę belfrów i uczniów w jednym. Oni sami gotowi są do zaliczania kolejnych klas, zdawania matury etc. Dla wielu to powód do rozpaczy, bo rząd dając opiekę, wpakował ich w niezła kabałę, a jeśli decydują się na pracę (choćby zdalną), mają w domu dodatkowy etat. Zapomnijcie o wypoczynku! A kiedy tu się napić?!

Dla sfrustrowanych James „Born of frustration” – inne moje muzyczne „odkrycie”.

Gorącym i coraz gorętszym ziemniakiem w dłoniach staje się LGBT. Jeśli ktoś myśli, że to przeminie jak moda na “dzwony”, a on przejdzie jak obok wystawy sklepowej, bez przyjęcia jakiejś postawy, to żyje w bańce, jak rybka w akwarium. Przyznam się, że mam problem z opowiedzeniem się po którejś ze stron sporu dotyczącego form ekspresji i sposobów mówienia o problemie orientacji seksualnej. Jestem z pokolenia, gdzie były to tematy tabu. Nie mam natomiast nic przeciw temu, aby osoby takie żyły obok mnie, pracowały, brały udział w życiu społecznym, kulturalnym, naukowym. Wiele wielkich postaci świata nauki i sztuki to geje (np. Leonardo da Vinci, Oskar Wilde, Karol Szymanowski), lesbijki (Safona, Jody Foster, Angelina Jolie – biseksualna) etc. Może to moje przygody ze sztuką powodują, że mam więcej tolerancji. Nie jestem zwolennikiem dzielenia i uważam, że wszyscy, bez względu na wyznanie, orientację seksualną, wykonywany zawód, poglądy polityczne etc. – wszyscy mamy prawo do szczęścia. Drażni mnie jednak sposób, w jaki nieheteronormatywni demonstrują swoją inność. Jest dla mnie trudne do przyjęcia, aby łobuzerka była drogą do uzyskania społecznej akceptacji. Polacy są z natury konserwatystami i drażnienie ich nikomu nie pomoże. Lepsza byłaby spokojna debata, rozmowy, i niech by to były wiece, na których członkowie LGBT mówiliby o swoich prawach. Obwieszanie pomników flagami; niezależnie, czy będą z tęczą, z gwiazdami UE, sierpem i młotem, z podobizną myszki Mickey, nikomu i niczemu nie służy. Lżenie policjantów i przeciwników nie przysporzy niebinarnym zwolenników, a prokuratura Ziobry tylko czeka na takie prowokacje. Bandyckie wybryki powodują że niezdecydowani odwracają się plecami. Od pani/pana Margot (Michał Sz. vel Małgorzata) odcina się zresztą wielu działaczy LGBT. Zadziwia mnie więc wsparcie ze strony choćby Olgi Tokarczuk, czy Andy Rottenberg.

A tutaj jakże urocza para gejów; Elton John i George Michael w przepięknej piosence „Don’t Let The Sun Go Down On Me”. 

Wielkie i ważne rzeczy dzieją się na Białorusi. Oglądamy obrazy podobne do tych z Polski w latach osiemdziesiątych i rzadko spotykane już w cywilizowanej Europie. Represje wobec własnych obywateli, ofiary śmiertelne zajść, tortury w więzieniach, a na manifestacjach coraz większe tłumy – idące już w setki tysięcy! Pisałem już o “Murach” Jaka Kaczmarskiego na ustach manifestantów. W roku ’80 miałem 9 lat, ale mam w pamięci ucieczki KOR-owców, albo studentów przed milicją – również po dachach w centrum Bydgoszczy, gdzie mieszkałem. Na naszych oczach upada kolejny gmach komunizmu. Despota Łukaszenko ma problem z komunikacją z Putinem (który już przedreptuje z chęci niesienia „braterskiej pomocy”), ale również nie komunikuje się z Unią Europejską. To zadziwiające, jak długo trwa ten rozkrok. Wiadomo, że tylko w Rosji znajdzie azyl. I to jest groźne.

Reakcja Unii Europejskiej jest zaskakująco wyważona. Szczyt w temacie Białorusi będzie we wrześniu. Nikt nie rwie się do oceny sytuacji. W dziwny sposób milczy również Ameryka – może mają wystarczająco swoich kłopotów? Polski rząd, MSZ z Czaputowiczem na czele w mojej ocenie reaguje także niemrawo. I nie chodzi tutaj o wielkie gesty, ale o jasne i oficjalne stanowisko i próbę realnego wsparcia Białorusinów. Na gov.pl znalazłem 3 zdaniowe oświadczenie… Żenada. Odważniejsi są decydenci na Litwie, a i tak wszyscy czekają na reakcję Putina. Czy powtórzy się model ukraiński? Czy Federacja zechce odkroić sobie kawałek Białorusi, jako strefę buforową? Komandos ze wschodu jest nieprzewidywalny, to już wiadomo, a rozdzielona Białoruś będzie takim samym problemem, jak Ukraina. 

Putin jest świadom, że Stany Zjednoczone są osłabione koronawirusem i zamieszkami rasowymi, mają przedwyborczą sraczkę i w bardziej obserwują Chiny niż i Białoruś, choć to przecież wschodnia flanka NATO.

A my świętujemy 100-lecie zwycięstwa nad bolszewikami. Bitwa Warszawska zahamowała sowietyzację Europy, ale próżno czekać na uznanie i wdzięczność naszych zachodnich przyjaciół z UE. Cóż, tę niewdzięczność i hipokryzję znamy z kart naszej historii – choćby przemilczana waga wiktorii wiedeńskiej, albo udział polaków w II wojnie światowej, nagrodzony brakiem zaproszenia na paradę zwycięstwa, aby nie drażnić Stalina… Pozostaje nam nasza narodowa duma!

Tutaj zamieszczam linkę do „Śpiewki 1920” w wykonaniu Nataszy Urbańskiej.

Na koniec podzielę się pewnym przemyśleniem, wywołanym przed odsłuchany podcast o myśleniu intencyjnym – czyli z grubsza; będzie tak, jak sobie wyobrazisz, a jeżeli wiesz ku czemu zmierzasz, to pokonałeś już pół drogi. 

Jak to się ma do tekstu tego wpisu? Wiedzą to Białorusini. Nie masz szans na sukces, gdy w niego nie uwierzysz. Oni wierzą. Uwierzyli. Trzymam za nich kciuki.

Czy ludzie ze środowisk LGBT wiedzą już, jak ma wyglądać świat po ich rewolucji? Nie jestem pewien.

A my, zakręceni w świecie koronawirusowej izolacji , czy znamy cele, choćby te niedalekie. Może warto byśmy zapytali, jaki sens będzie miał dzisiejszy dzień?

Widzę na co dzień wiele osób pragnących szczęścia, które absolutnie nie są gotowe na zrobienie czegokolwiek, by to szczęście osiągnąć. Jestem jednym z nich. Niekiedy. Miejmy więc odwagę!

Pamiętajcie; dojdziemy tam, gdzie chcemy, ale tylko jeśli wiemy dokąd chcemy pójść. Inaczej trafimy w jakieś przypadkowe miejsce. I niech to nie będzie żadna dystopia…

Życzę wam wspaniałych celów, ale głównie fascynującej drogi, bo dla mnie jest tak samo ważna jak cel.