Divide et impera, czyli o LGB, pandemii i zwierzętach…

Nadeszła złota Polska jesień – jak mówią o niej meteorolodzy i poeci – a z nią, prócz czerwieni liści i rumieńców od słońca, wiatru i grypy, wypieki z powodu tego, co wyrabia się w naszym narodowym garnku. Po letnich chłodnikach i sałatkach czas bowiem na bigos i kotlety z burakami na gorąco!

Dużo przyjemnej muzyki na piękne jesienne dni znalazłem pod tym linkiem. Miłego słuchania.

Rządź i dziel, divide et impera, zasada znana już od starożytności ma zastosowanie w każdym czasie i miejscu, a sztukę jej wykorzystania opanował niemal do perfekcji prezes Kaczyński i jego sztab. Nieścisłości w przepisach dotyczących zasad życia w pandemii, podgrzewanie napięć wokół LGBT, a teraz ustawa zwana „piątką Kaczyńskiego”, to coś, z czego zapewne jest dumny. I się nie dziwię, bo sposób w jaki PiS rozgrywa opozycję, a nawet własnych koalicjantów, gdy są niepokorni, to prawdziwy masterpiece. Brawo!A naród drży w oczekiwaniu, czy będą nowe wybory? Jest się czego bać, oj jest, gdy Koalicja Obywatelska w rozsypce, Trzaskowski zmaga się z Czajką i ani mu w głowie spełnianie obietnic wyborczych powoływania ruchu poza PO, ludowcy w odwrocie, lewica w klinczu z Konfederacją, a ugrupowanie Hołowni ledwie raczkuje. Sytuacja kusi jak lemoniada w gorący dzień. W zasięgu ręki większość konstytucyjna. Będzie więc rekonstrukcja rządu pod dyktando Kaczyńskiego z Ziobrą i Gowinem na klęczkach, albo przedterminowe wybory, o których głośno mówi Terlecki. Tak to widzę i wiem, że sam będę miał olbrzymi dylemat na kogo głosować… Już tłumaczę dlaczego.

Co do tak zwanej ideologii LGBT, czyli wykorzystania przez ruchy na rzecz równouprawnienia ideologii marksistowskiej w jej założeniach rewolucji społecznej, trudno mi ją zaakceptować. Rozumiem i szanuję prawa mniejszości. Myślę że nasza ojczyzna jest na tyle duża by mogli w niej żyć ludzie różnych wyznań, zapatrywań, celów życiowych, orientacji seksualnych, czy poglądów na własną cielesność – prócz nacechowanych przemocą i wykorzystywaniem nieletnich. Pisałem o tym już nieraz. Nie akceptuję jednak, by te ich prawa umniejszały swobodę większości, wdzierały się w przestrzeń publiczną i wypaczały rzeczywistość. Nie akceptuję działań Margot i jej/jemu podobnych. Zastanawiam się jednak na ile działania mające na celu antagonizowanie stron są prokurowane przez tych, którzy z LGBT walczą. Stwórzmy monstrum, podzielmy naród, spolaryzujmy poglądy, a przez to ci mało zdecydowani będą musieli opowiedzieć nie po którejś ze stron – zapewne po tej, gdzie większość narodu, czyli katolickiej i oddanej tradycji. Oto ich metoda. Czy uległem ideologii divide et impera? Jeszcze nie, ale niepewność została zasiana. To moje szczere wyznanie.

Polecam fantastyczny kawałek Random Eyes “Divide et impera”.

O pandemii rozmawiamy od marca, więc w tym tekście tylko jedno spostrzeżenie, które trafnie opisał sędzia z Sądu rejonowego w Suwałkach uniewinniając ekspedientkę z durnego oskarżenia o brak usługi klientki bez maski. Otóż „niedbała legislacja” powoduje interpretacje prawa przez Policję, Sądy i Sanepid. Nie ma tu przypadku. Ofiarą jest zarówno ekspedientka, jak i klientka – są ofiarami „divide et impera”. Tak myślę i w przypadek nie wierzę.

Taki “coronavirusowy” kawałek w fantastycznym wykonaniu Van Morrisona “Days like this”. Posłuchajcie.

Na koniec tego wpisu, sprawa „piątki dla zwierząt” Jarosława Kaczyńskiego i młodych PiS (cokolwiek to oznacza). Generalnie to bardzo przyjemne, że pan przewodniczący opowiada się za ochroną praw zwierząt i pewnie poruszył tym wiele wrażliwych serc. W tym i moje. Wszystko byłoby ok. gdyby nie to, że – w mojej ocenie – i ten projekt jest tylko cyniczną grą przed rekonstrukcją rządu. Możliwe jest, że miał on przykryć głosowanie nad ustawą „bezkarnościową”, ale wyrósł do rangi konia trojańskiego w Zjednoczonej Prawicy, a dla prezesa Kaczyńskiego stał się papierkiem lakmusowym jego pozycji w Sejmie. W mediach wrzało, napięcie było takie, jakby piłkarska reprezentacja Polski grała w nocy z Brazylią w finale MŚ. Iluż specjalistów od praw zwierząt przewaliło się przez studia. Po drugiej stronie barykady stanęli rolnicy, którzy demonstrowali pod siedzibą PiS na Nowogrodzkiej i przeszli pod Sejm. Rządowi pomogły obostrzenia związane z pandemią – to wygodne. I znów „divide et impera”. Przez chwilę miałem wątpliwości, ale już nie mam, o co w tym chodzi… A wy?

Thin Lizzy “Don’t believe a word”, dla łatwowiernych, choć w kontekście, który jest bliższy sercom.

Pozdrawiam gorąco i życzę, aby owa gorąc brała się od słoneczka, a nie z ekranów telewizorów i z głośników radiowych, gdzie „divide et impera”. Nie dajmy się zmanipulować i bądźmy dla siebie mili. Na przekór rządzącym!

Zdjęcie z przepięknego ogrodu japońskiego we Wrocławiu. Polecam odwiedziny.