Polityka, eugenika i Iga Światek.

11. października 2020

We wtorek, czyli z jednodniowym opóźnieniem, mieliśmy zaprzysiężenie nowego rządu. Ceremonia odbyła się w ogrodach Pałacu Prezydenckiego, przy pięknej pogodzie, w maseczkach i rękawiczkach, jak na odpowiedzialnych polityków przystało… no niezupełnie, bo J.K. – prezes wszystkich prezesów rękawiczek nie potrzebował. Nie był to zresztą jedyny zgrzyt, gdyż ten którego ból jest większy, pokazał gdzie ma całą resztę, na wspólne zdjęcie nie zasłużył nikt. O lepszy komentarz trudno. Pan P. Czarnek nie wziął udziału, bo ma koronawirusa. Żal. Może myśli o roli kobiet w świecie, albo o swojej krucjacie na nieheteronormatywnych, trudno ocenić. Uwziąłem się, wiem, pewnie niezasłużenie, ale patrząc co się dzieje w szkołach zastanawiam się, jak pan Czarnek poradzi sobie z sytuacją i dlaczego nie wypowiada się na te tematy.  W opinii prezydenta chwila była historyczna, bo to prawie rok od zwycięstwa prawicy w wyborach i po czterech latach od początku „dobrej zmiany”. Jest więc co świętować. Sasin w mediach wznosi peany na cześć Jarosława, jak to dobrze, że prezes znalazł się w rządzie, miód kapie mu po brodzie, a Borys Budka skomentował podział stanowisk, jako „zajmowanie się personaliami” gdy „nie ma się pomysłu na najważniejsze wyzwania stojące przed Polską”, no to pytam pana Budkę, a jaki pomysł ma PO? Otóż, od kilku lat – wliczając ostatnie lata rządów PO -, żaden! No i mamy pełen obraz rzeczywistości. Smutne.

Trochę pesymistycznie, ale ciekawie Bas Tajpan “To co możesz dać”.

A czego od nowego rządu oczekuje naród? Może trochę logiki w działaniach, spójnego przekazu, odpowiedzi – dokąd zmierzamy w tej łodzi zwanej Polską. Czego na pewno nie potrzebujemy, to awantur, podziałów, poczucia zagrożenia i braku zainteresowania państwa potrzebami obywateli. Banalne. Tymczasem rolnicy obrzucają gnojem biura poselskie i blokują drogi. „Piątka Kaczyńskiego” jest jak płonący magazyn z amunicją w Aczyńsku, w Rosji. Kto dostanie szrapnelem? Minister Puda jest na pierwszej lini. Ustawa jest procedowana w Senacie, ale rolnicy nie ustąpią, bo chłop żywemu nie przepuści, wiadomo. Moje spostrzeżenie; ustawy z zaskoczenia nigdy nie wzbudzają aplauzu. Warto poprzedzić ich wprowadzanie merytoryczną dyskusją i argumentami. Podobnie z kwestią LGBT, którą należy uregulować ustawą o związkach partnerskich, która będzie efektem dyskusji właśnie. Tak samo w temacie praw kobiet i w relacjach państwo-kościół. Źle procedowane, wrażliwe kwestie to amunicja, którą cwaniacy i cynicy łatwo wykorzystują dzieląc obywateli, a zabawa kończy się protestami na ulicach. No ale cóż, u nas ważniejszy jest polityczny zgiełk, gierki personalne i chęć pokazania, kto tu rządzi. Tak się nie da. Wszyscy to wiedzą, tylko nie politycy – tak samo ci z prawa, jak i ci z lewa.

Pamiętacie taką laskę – Dodę? Mam w głowie jeden jej kawałek “Nie daj się”, a więc trochę dyskotekowo, ale bardzie optymistycznie. Posłuchajcie.

W związku z pandemią mamy od soboty całą Polskę w żółtej strefie i obowiązek noszenia maseczek również w otwartym terenie. Decyzja, w mojej ocenie mocno spóźniona, profit jednak taki, że wreszcie dywagacje – trzeba, czy nie trzeba – pójdą w kąt. Sądy mają wszak ważniejsze zadania niż interpretowanie słów Premiera i wadliwie napisanych przepisów. Ciekawe co na to aktor, pan „gwiazda” Karolak, ten co ma problem, bo w maseczce nie jest już rozpoznawalny. Nie jest osamotniony w swoim podejściu do pandemii, no cóż. Protesty „antymaseczkowców” – wspieranych przez polityków z Konfederacji – odbyły się 10 października się w Rzeszowie, Krakowie, Bielsku-Białej, Katowicach i pewnie w kilku innych miastach. Można wierzyć, że np. ziemia jest płaska, a wirusy nie istnieją (podobnie jak bakterie), bo ich nie widzimy, a pandemia to spisek mediów i manipulacja rządu, ale kiedy w Polsce bijemy kolejny rekord dzienny zakażeń i zgonów (w sobotę 5300 przypadków i 53 zgony), a na świecie jest już potwierdzonych 37,5 mln przypadków i ponad milion ofiar, to chyba jest coś na rzeczy. Nawet jeśli założymy, że odporność nabędą w końcu wszyscy, to w sytuacji gdy szpitale są niewydolne, brak w nich miejsc, a gospodarka jest w tarapatach, kumulacja jest jak kamień u szyi stojącego na moście.  Z tą odpornością nie jest też tak prosto, jak by się zdawało, bo słyszałem niepokojące opinie, że na Covid można chorować kilka razy. Fatalnie! I tutaj wrócę jeszcze raz do pana Czarnka, bo dziś to szkoły są miejscami najszybszej emisji choroby i powodem, że całe rodziny lądują na kwarantannach, zaś firmy w których pracują rodzice zarażonych dzieci mają znów olbrzymie problemy kadrowe. W szkołach zaś nie stosuje się maseczek, o dezynfekcję trudno, a przepełnione klasy są jak odbezpieczony granat turlający się w tłumie. Panie ministrze, może zacznie pan od tego?! Wstrząsnął mną natomiast komunikat o ponownym wprowadzeniu godzin senioralnych (od czwartku). Większej bzdury już nie można było wymyślić, tym bardziej, że mamy już z tym doświadczenie. A gdzie troska o przedsiębiorców, którzy będą zamykali sklepy dla klientów, aby kilku 60+ mogło pospacerować pustymi alejkami?! 

Obyś żył w ciekawych czasach – śpiewał Wojciech Młynarski w piosence “W nieciekawych czasach”. Piosenka ma już swoje lata, a jaki aktualny tekst! Polecam posłuchać ze zrozumieniem.

Obyś żył w ciekawych czasach – to powiedzenie chińskie, prawdopodobnie pochodzące od Konfucjusza, które nie było dobrym życzeniem. Właśnie mamy takie czasy, w których nasz sposób postrzegania rzeczywistości poddawany jest próbie. I nie chodzi mi tylko o kwestie ustrojów politycznych (schyłek demokracji, populizm, rozwój totalitaryzmu etc.), chorób (udary – 6,7 mln zgonów rocznie, aids – 1,5 mln zgonów rocznie, gruźlica – 900 tyś zgonów rocznie, komplikacje porodowe – 1,1 mln noworodków rocznie, nowotwory – 1,6 mln ofiar rocznie, cukrzyca – 1,5 mln zgonów rocznie, biegunki – 1,5 mln ofiar rocznie, POChP – 3,1 mln ofiar rocznie, choroby wieńcowe – 7,4 mln zgonów rocznie, covid… etc.), religii takiej, innej czy ateizmu, nałogowej konsumpcji, hedonizmu, równouprawnienia, problemów z określeniem i akceptacją ról społecznych, płciowości, ale również o zmiany ewolucyjne, światopoglądowe, cywilizacyjne. 

Od 1996 roku trwa ożywiona dyskusja o granice ingerencji w DNA (owca Dolly), o efekty modyfikacji genetycznej roślin, a równolegle nasz świat zmienia się w rytm postępu technologicznego, gdzie niebagatelną rolę odgrywają tacy ludzie jak np. Elon Musk, ale również (a nawet głównie) nominowani co roku i zdobywcy nagrody Nobla. Pośród nich znajdują się prawdziwi bohaterowie ludzkości, lecz ich nazwiska giną w medialnej pulpie. W tym roku nagrodę w zakresie medycyny otrzymali odkrywcy wirusa zapalenia wątroby typu C. Dzięki ich pracy przeżyło już kilka milionów ludzi. W dziedzinie chemii zwyciężyły Emmanuelle Charpentier i Jennifer Doudna za „nożyce do DNA”, czyli edycję genomów CRISPR/Cas9. Pokrótce jest to bakteryjny system precyzyjnie naprowadzający i tnący wybrany fragment DNA. Wiedzieliście?! W mojej ocenie to ochrona życia i odkrycia wspierające postęp cywilizacyjny są najistotniejsze w tej „zabawie”.

Teraz czas na gościa nie tej Ziemi; David Bowie w piosence “Life on Mars”. Historia dziewczynki uciekającej od rzeczywistości, która jest jak z wizji Salvatora Dali, a ucieczka możliwa jest tylko na Marsa. Piosenka napisana w 1971 r. wciąż brzmi pięknie.

Plan wyprawy na Marsa i jego kolonizacja wg idei Muska i genetyka mają ze sobą bardzo dużo wspólnego, bowiem zaludnienie innych globów – jakkolwiek fantastycznie to dziś brzmi – jest wielką szansa ludzkości na uniknięcie zagłady, a żaden z organizmów ziemskich nie jest przystosowany do funkcjonowania w tamtejszych warunkach (prócz mikrobów). Rozwiązanie tkwi na skrzyżowaniu dróg, czyli po pierwsze stworzenie roślin, które rosłyby tam i były pożywieniem, a przy okazji roślin, które zmieniałyby klimat i przystosowywały środowisko Marsa dla ludzkości, a potem przystosowanie samego człowieka do przebywania w atmosferze Marsa. Jasne jest, że Ziemia nie pomieści nas wszystkich, chyba że dotknie nas katastrofa wywołana przeludnieniem, a poprzez to rozprzestrzenianiem się wirusów i bakterii. Pogalopowałem?

No to na koniec coś z tej Ziemi (choć trudne do uwierzenia), a w szczególności z kortów Roland Garros, gdzie nasza rodaczka Iga Świątek zwyciężyła w turnieju French Open i jako pierwsza osoba z Polski wygrała turniej Wielkiego Szlema. Brawo Iga! Do zdjęć pozowała zaś w tęczowej sukience. Słuchałem wywiadu z nią w „Trójce”, gdzie redaktor wyraźnie nastawiony był na pogadankę o banałach z niedojrzałą dziewczynką, a sam wyszedł na buca, bo Iga pokazała się jako mądra młoda kobieta.

Dla Igi “You are the champions” w wykonaniu Queen, ale już z Adamem Lambertem. Profanacja hitu? Kochani, czas nie czeka na nikogo, a życie toczy się dalej… Posłuchajcie nim skrytykujecie.

Jak dwa i dwa cztery, tenis wejdzie w orbitę zainteresowań Polaków, tak jak to było ze skokami narciarskimi. Mamy więc nową narodową dyscyplinę sportową, na której się nie znać to obciach! Poczytam więc o zasadach i chwycę za rakietę, która już zakupiłem w pewnej sieci handlowej wraz z piłeczką na gumce, a jak! 

Pozdrawiam wszystkich ciepło i serdecznie. Życzę wiele powodów do uśmiechu, nawet pod maseczkami, bo brak uśmiechu widać w oczach, a radość jest pokarmem dla umysłu.

Leave a Reply

Your email address will not be published. Required fields are marked *