Świat skurczony, współczynnik szczęścia i wynurzenia Budki. A wiosna wciąż czeka…

28. marca 2021

I znów świat wokół nas się skurczył. Poszarzał i się skomplikował. Zatopił się we mgle. Jednym z wielkich zagrożeń nowych ograniczeń covidowych jest w moim odczuciu poczucie beznadziei, a problemy ze szczepionkami i spóźniająca się wiosna tylko tę depresję potęgują. Gdyby chociaż było już te 15 st. C i słoneczko na niebie, gdyby śpiewały ptaki i zieleniły się żywopłoty byłoby może trochę radośniej. Na to ostatnie możemy liczyć na pewno prędzej niż na szczepienia. Na pocieszenie wstawiam jedno ze zdjęć, jakie zrobiłem w ogrodzie botanicznym w Edynburgu rok temu. Dziś w nocy przestawiliśmy zegarki, a choć spaliśmy godzinę krócej, o tę godzinę dzień będzie dłuższy. Fajnie? Spędźcie go miło.

… na przykład na dezynfekcji…

Trzecia fala pandemii zbiera obfite, smutne żniwo. Codzienna liczba nowych przypadków śmiertelnych nie spada poniżej 400, a nowych zakażeń jest ponad 30 tysięcy. Z ogólnej liczny zgonów ⅔ to śmierć na skutek chorób współistniejących, co w mojej opinii pokazuje jaki jest rzeczywisty stan zdrowia Polaków. Ogólnie zmarło już 50 tyś osób, to populacja jednego niemałego polskiego miasteczka! Dlaczego tak jest? Oczywiście, widać dziś jaskrawo wszystkie wcześniejsze „grzechy” służby zdrowia; odkładane zabiegi, trudności z dostaniem się do lekarzy, brak miejsc w szpitalach… I byłoby jeszcze gorzej, gdyby nie prywatna służba zdrowia – wbrew głupotom opowiadanym przez Morawieckiego, czy Niedzielskiego.

“What’s Up” od 4 Non Blondes. Obyśmy już niedługo mogli wyjść na świeże powietrze, wziąć głęboki wdech i wykrzyczeć swoje – “Hey! What’s going on?”.

Jednak pewien jestem, że to nie cała prawda. Nie ma w naszym kraju kultury badań profilaktycznych, zwyczajnego zapobiegania chorobom, a moda na zdrowy tryb życia to nowość. Jesteśmy znerwicowani, przepracowani, niepewni przyszłości, uwikłani w spory, mało dbamy o siebie, bo zawsze jest coś do zrobienia. I świetnie jeśli w tym wszystkim znajdujemy odrobinę czasu na bieganie, siłownię, pracę w ogrodzie, hobby – choć i w tym jest zbyt często pierwiastek wyczynowy. Więcej, lepiej, szybciej!

Pokolenia z lat 60-tych, 70-tych, także z początku 80-tych, z epok niedostatku i niedoboru to z jednej strony ludzie bardzo przedsiębiorczy i zorganizowani, ambitni i pracowici, a z drugiej zagonieni i niecierpliwi, nie umiejący odpoczywać, nie potrzebujący – w ich mniemaniu – odpoczynku. Na nas (sam jestem z tej grupy) nie robi wrażenia katar, kaszel, temperatura, choćby 38 st. C. Na osłabienie weźmiemy kilka pigułek, jakiś syrop, czasem coś mocniejszego. I do przodu! Nasze dzieci są już nieco inne. I to ich szczęście, choć czasem ich podejście do życia nas irytuje. To moje przemyślenie.

“Harder, better, faster, stronger” Draft Punk.

Z zaciekawieniem słucham newsów z Hiszpanii, gdzie rząd zdecydował się na eksperyment z 4-dniowym tygodniem pracy. To nie jest pomysł nowy. Tak działają niektóre korporacje na świecie np. Unilever, czy Microsoft. Rozważali to i wracają do pomysłu Brytyjczycy i Niemcy szukając sposobów na ograniczenie bezrobocia i podźwignięcie gospodarki po pandemii. Czas pracy nie ma bowiem – w opinii wielu fachowców – nic wspólnego z wydajnością. Pamiętam, jakim doniosłym wydarzeniem dla moich rodziców było skrócenie tygodnia pracy do 5 dni. W całości stało się to w roku 1989 r. Nie stało się to od razu, bo już od 1972 zwiększano ilość wolnych sobót, wydłużano, to skracano czas pracy. No i co się stało? Polacy masowo „dorabiali sobie” w soboty. Ech, ta nasza mentalność.

Jest jednak taki współczynnik – istotny w ekonomii – jak wskaźnik szczęścia. Nie kłamię, sprawdźcie w necie. Służy on do badania „dobrostanu” społeczeństw i narodów. Polska jest tutaj na 71 miejscu! Dramat! Wyprzedają nas takie kraje jak Kostaryka, Wietnam, Kolumbia… ale nawet Kuba, Bangladesz, Meksyk, czy Indie. Czy jednak którykolwiek rząd RP tym się przejmuje?

Dla malkontentów Pharell Williams “Happy”. Tak niewiele trzeba…

U nas ważne jest, by krew żywo krążyła w żyłach, a najlepiej gdy ta się burzy. Podgrzewanie atmosfery, kłótnie i wzajemne pretensje – ogólnie ważenie bigosu – to nasza narodowa specjalność. Dlatego nie zdziwiło mnie specjalnie wystąpienie Morawieckiego i późniejsze wypowiedzi Niedzielskiego, czy innych kłótników i pieniaczy z PiS (czy też szerzej z Zjednoczonej Prawicy), gdzie zamiast dążyć do narodowej zgody w obliczu zagrożenia pandemicznego obrzucają ekskrementami poprzedni rząd, a zapominają że sami u władzy są już od 2015 roku!!! W tym czasie uwikłali się w tysiące sporów i beznadziejnych gierek zawłaszczając kolejne pola zamiast budować coś trwałego i zgodnego z wolą Polaków – wszystkich Polaków. Ileż można słuchać tego pier….nia o przeszłości?!

To samo, niestety, trzeba powiedzieć o drugiej stronie, a lista grzechów i kompromitacji PO, czy też KO jest dłuższa niż niejeden papier toaletowy. Treść zaś wygłaszanych przed nich bredni nadaje się właśnie by je na takim papierze wydrukować i użyć… Ostatnie wynurzenia Budki na temat szkolnictwa (wywiad w GW) mnie powaliły. Likwidacja kierunków teologicznych, a zwłaszcza historycznych na studiach to krok do odhumanizowania społeczeństwa. Głupim narodem łatwiej rządzić, wiem, ale panie Budka, bardzo wielu ludzi (również młodych) trzyma w tym kraju właśnie sentyment, duma z historii Polski i z tego kim jesteśmy. Biorąc pod uwagę tylko ekonomię i zimny pragmatyzm, albo choćby współczynnik szczęścia trzeba by stąd wiać jak najszybciej. Choćby do Meksyku!

Once upon a time in Mexico, a jak! I ten Banderas… Ach, Mexico!

I na tym dziś skończę. Mam nadzieję, że post nie za długi. No ale cóż, wylałem znów to, co mnie gryzie. Ciekaw jestem jak dajecie sobie radę z sytuacją – jeśli najdzie was ochota, napiszcie.

Życzę Wam wszystkim – niezależnie, czy się ze mną zgadzacie, czy nie – duuuużo zdrowia, również tego psychicznego. Dbajcie o siebie i budujcie współczynnik szczęścia wszędzie, gdzie możecie!

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *