John Steinbeck – bardziej amerykański niż Ameryka.

Steibeck w „Na wschód…” rysuje swoich bohaterów bez pośpiechu, w różnych kontekstach i zestawieniach, jakby bawił się tym, co wyjdzie z takiej układanki. Jego postacie są wyraźne, niekiedy – w mojej opinii – kreślone zbyt grubą kreską, jednoznaczne i nawet upływający czas nie zmienia ich charakterów, jakby życie ludzkie było raz na zawsze określone w swoim kształcie, a raz podjęte wybory determinowały cały los. Samuel Hamilton zgłębiający wraz ze sługą Li tajemnicę wolnego wyboru, jako daru od Boga i sam próbujący owej zmiany nie zaznaje szczęścia i spełnienia, a sługa Li podejmujący próbę zmiany również ponosi klęskę, a szczęście przynosi mu dopiero powrót do dawnej roli. Czarny charakter powieści – demoniczna Kate – nie wierzy wręcz, że człowiek może wybrać dobro. A prawdziwymi ofiarami wyborów Adama i Kate są ich synowie. Wybór, ów „timszel” jest człowiekowi dany, aby odróżnić go od zwierzęcia, lecz niełatwo z tego daru skorzystać. Na swoje ścieżce można jednak odnaleźć anioły, takie jak Li dla Adama, czy Kaleba.

Jeśli ktoś uważa Amerykę za kraj mlekiem i miodem płynący, za oazę szczęścia, krainę nieograniczonych możliwości i obietnicę przygody, to ta książka ukaże mu Amerykę prawdziwą, której dzisiejszy obraz rodził się w pocie, w rozgoryczeniu, we łzach i w gniewie. Jeśli ktoś uznaje amerykański kapitalizm za ustrój dający ludziom spełnienie ich oczekiwań i nadziei, to Steibeck ukaże mu zupełnie inną twarz tego ustroju. Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma; mówi porzekadło i tutaj, jak na dłoni widać jego sens. Szczególnie my, Polacy nosimy często w głowach zakłamany obraz Ameryki, barwną wizję z filmów i musicali, ze stron powieści Karola Maya, jako marzenie brzmiące rock’n’rollem, przeciwieństwo komunistycznego zniewolenia. Nic bardziej błędnego. Tak samo, jak nasza wolność, tak i wolność w USA rodziły się w bólach, w głodzie i niesprawiedliwości, w wyzysku i kłamstwie. I nie zostały wywalczone raz na zawsze. Tam, jak i tutaj w Polsce, prawdziwie wolnym może czuć się ten, kogo na ten luksus stać, a gdy nie stać, piramida potrzeb spłaszcza się. Oto prawda o naszym świecie, o nas samych. Steibeck pisze o prawdziwych ludziach, odważnych odwagą codzienną, szarą i banalną, mających nadzieję, jakkolwiek byłaby krucha – o prawdziwych bohaterach Ameryki.

„Była raz…” to zbiór relacji, reportaży pisanych przez korespondenta wojennego jakim autor był naprawdę. Druga wojna światowa w Europie zapewne nie była dla niego zdarzeniem tak odległym, nierzeczywistym, mitycznym, jak dla dużej rzeszy amerykanów, bo płynęła w nim przecież niemiecko-irlandzka krew. A jednak już tytuł brzmi jakby napisał baśń. Wbrew temu u Steibecka nie ma miejsca na martyrologię, odmitologizowuje wojnę, pokazując bohaterów, którzy nadają światu pozory normalności, albo wręcz cwaniaczą, wykorzystując sytuację. W trakcie lektury uderzające było dla mnie jak doświadczenia wojenne Amerykanów, czy nawet Anglików są różne od polskich. W zestawieniu z piekłem wojennym ze wschodniej Europy, wojna na zachodzie to niemal zabawa. Szczególnie zaś dla Amerykanów. Znamienny jest cytat „mówi się nie bez słuszności, że jeśli Niemcy walczą o panowanie nad światem, a Anglicy dla obrony Anglii, to Amerykanie biją się dla pamiątek…”. Niezwykle ciekawy jest reportaż „Kształt świata”, gdzie autor pisze o strachu przed tym, co będzie po wojnie, który nęka jego towarzyszy, gdzie to wielkie korporacje i bankierzy ustalają reguły gry.

W „Bomby poszły” mamy zaś czystą reklamę służby w lotnictwie, szczególnie w eskadrach bombowców B-17. Propaganda agitacyjna w czystej formie, po której nie pozostaje już nic innego jak się zaciągnąć! Zostać lotnikiem – choćby na te kilka tygodni do… zestrzelenia.

„Myszy i ludzie”, to opowieść o marzeniach i o tym, jak trudna jest ich realizacja, choć do szczęścia wystarczy niekiedy bardzo niewiele. Czasem jedyne, czego potrzebujemy, to mieć obok kogoś bliskiego. Bohaterowie tej powieści mają za sobą gorycz rozczarowań, a każdy kolejny dzień jest dla nich polem zmagań o skrawek nieba, a kiedy szlak znaczą już tylko rozczarowania rozwiązaniem staje się śmierć.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.