Meczyk i po meczyku… 

19. czerwca 2021

Ale wino Włoskie!

Polacy, jak wiadomo, aby zrobili coś istotnego, muszą mieć nie byle jaką motywację. Ta motywacja musi być na miarę czynu. A to Niemiec u bram, Moskal w polu stoi, PiS wprowadza ustawę antyaborcyjną, sąsiad ma lepszą furę (tudzież wersja kobieca; koleżanka kupiła nowa kieckę i schudła „małpa” pięć kilogramów), trzecie upomnienie w robocie… Generalnie, trzeba ruszyć dupę! Tak więc, „mecz ostatniej szansy” z Hiszpanią zaczął się od wielkich nadziei. Nie moich – będąc szczerym.

„High Hopes” – Pink Floyd. Kiedyś trawa była bardziej zielona, a światło jaśniejsze…

Skomentuję, bo czemu by nie.

Polacy zaczęli, ale zamiast słowiańskiej furii, albo (jak zapowiadali szumnie) ataku husarii, mieliśmy takie narodowe „huzia na józia” i trwało to około 7 minut. Lewy stanął w szpicy. Samotnie. Faul w polu karnym dawał jakieś szanse, ale skończyło się bez reakcji sędziego. Potem Hiszpanie zdominowali grę. Pojedyncze wypady naszych gasły jak gwiazdy o świcie. Klich miał dobry strzał! Potem podobnie dobre uderzenie Hiszpana obronił Szczęsny. Jakoś od dziesiątej minuty wszystko się ustabilizowało, już niezmiennie trwało oblężenie pola karnego Polaków.

I nagle zryw! Lewy pognał z piłką i był szybszy niż reszta kolegów bez niej. Ci przypatrywali się, jak też sobie gwiazdor niemieckiej ligi poradzi?! Taki dobry, to niech pokaże! Nie pokazał… Do 25 minuty byliśmy na zero – zero! Sukces? Niestety tylko do 25 minuty. Morata i siata! Nic się nie stało, Polacy nic się…

Do końca pierwszej połowy w grze Polaków widoczny był scenariusz jak z filmów a’la Stanisław Bareja, jeden kopie reszta patrzy – no może dwóch. I tak właśnie przez większość czasu miałem wrażenie, że gra w biało-czerwonym zespole tylko dwóch zawodników. Lewy do Świderskiego, ale ten nie potrafił strzelić; to sytuacja z 35 minuty. Bez bramki, bo ta była źle ustawiona, za mała, i w ogóle jakaś taka! Fuks w 42 minucie; Świderski znów nie trafia, Lewy nie trafia. Dramat! No i koniec pierwszej połowy. Można otworzyć wino.

A potem przyszła 53 minuta i klęska mojego pesymizmu!

„Optymizm piłkarzy” w wykonaniu Kabaretu Moralnego Niepokoju. Polecam!

Jóźwiak podaje i… Lewandowski! Lewandowski! Lewandowski! Jeden, jeden!!! Nie wierzyłem swoim oczom! Zaraz jednak pojawiło się, jak cień Kaczyńskiego, zagrożenie karnym. System „VAR” i… Karny dla Hiszpanów! Scenariusz jak u Hitchcock’a. Szczęsny skacze i słupek!!! Szczęsny nie dobija. Już mu Souza wytłumaczył, że samobóje są be! Bóg istnieje?! Sam już nie wiem. Bóg jednak zwykle pomaga lepszym.

W 67’ zszedł mój faworyt – Świderski. Frankowski za niego. W 79′ Szczęsny szukał zagubionej piłki jak Indiana Jones Graala, a z każdą kolejną minutą było już tylko coraz bardziej nerwowo. Dowieźć te 1:1, to cel na miarę marzeń i ambicji, heroizm jak u obrońców Częstochowy, ale to nie szwedzkie pludraki, to Hiszpańska inkwizycja! Obroniony strzał Hiszpana! Cztery minuty potem Torres niemal trafia. Polscy piłkarze walczą, chaotycznie, z piana na ustach – jak to Polscy piłkarze. No i koniec!

A więc ciąg dalszy pustych marzeń. Jednak ze Szwecją trzeba będzie wygrać. Bezwzględnie i to nie jedną bramką, bo gdyby nawet nasi pokonali Szweda to przy 4 punktach i stosunku strzelonych do straconych mamy -1 skończy się polska przygoda z Euro.

Dziś, jak zauważyliście, niewiele było o polityce, ale że wszyscy żyjemy w tym czasie piłką, pozwoliłem sobie na taki pastisz sztuki komentatorskiej. Spoceni?

Dla wszystkich, którym nie wystarczył mój komentarz…

Pozdrawiam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *