Nevermore.

Zawieszam na ścianie obraz. 

namalowałem go na płótnie wieczora.

Jest tam ton rozmów, 

gorące słowa wyznań,

lekkość dotyku i chłód wiatru,

księżyc w nocnej mgle,

bezimienne cienie,

których bliskości już nie poczuję.

To droga, którą dopiero co szedłem 

a dziś wieczór na skrót,

                     przez albumy zdjęć.

Dotykam palcami traktu.

Czuję szorstki piasek,

kruchość liści i ulotność wrażeń.

Obraz nie ma jeszcze ram

ale nadałem mu tytuł; „Nevermore”.

U wejścia do ogrodu

na rzeźbie Pallady siedzi kruk

– ciemny anioł przemijania.

Patrzy szklanym wzrokiem zimnych oczu

a pod ich dotykiem przestrzeń traci niewinność.

W czerń jego piór wsiąkają wspomnienia

zapadają się w otchłań 

I zapominam.

Caffe by night.

Oto pochłaniam

bukiet oniryczny

z filiżanki pełnej nocy

w pryzmacie samotności 

rozbijam smugę wspomnień

na drobne…

O bezcielesne

zmysłów Madonny!

Jak wiele trzeba było

subtelnej maestrii waszej

by podać mi

tą abstrakcyjną caffe by night

zanim wypiję ją sam…

Jestem człowiekiem.

Jestem człowiekiem

           łącznikiem mimowolnym

           pomiędzy ziemią a niebem

           przewodnikiem impulsów

           od nóg wsadzonych w gniazdko gleby

           po głowę w chmurach

ja – skrzyżowanie świątyni antycznej 

                                i światłowodu

           z własną opornością właściwą

           nazywaną zwykle

                  wolną interpretacją

                  lub „zdrowym” rozsądkiem

Chwytam idee

           przypuszczam

               mniemam

                    twierdzę

…choć raz po raz fragment szyfru

ułoży się w nieudolną formę literacką

odkrywa się cząstka korespondencji 

między wielką matką a ojcem Kosmosem.

publikacja Akant -2006

Samoubezwłasnowolnienie.

Cybernetyczny strach

…taki realny

jak przyspieszone bicie serca

Miłośnie dotykają elektrody 

i

na granicy słyszalności

… szmerrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr …

Odwracam głowę

                        pustka!

napięte są mięśnie 

Cień

wsiąka w ścianę

          to prawdziwy ja?!

W rytm oddechu okien 

pulsują niedomknięte drzwi

a firany wydymają brzuchy 

dojrzewa czas aż

         po krzyk porodu.

Wreszcie bluznęły 

              ciągi zdarzeń   

odarte z cyfrowej skóry

wyrwały się

z przezroczystego niebytu

i pomknęły w lepki chaos

spragnione zaistnienia.

Co to za bal?!

w świetle świec

Szepty wnikają w moje myśli

zostaję

          patrzę

na zawieszone w przestrzeni 

eteryczne truchła

W każdym z nich poznaję…

                            siebie!

Zapadam się

coraz głębiej w podświadomość 

aż do samych luster/retsul oczu

Pęka źrenica

pod naporem wirtualnego ciała

Uwiera ostry odłamek wspomnień

wbity głęboko

                      nieważne!

stopi się na styku z rzeczywistością

Już po drugiej stronie

                              Jestem.

To nic, że przenicowany

bezpieczny

Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!

Cybernetyczny szał

Wiruję bezwolny.

Nie ma już ucieczki

nie ma już nic prócz niepewności i…

…uśmiechniętej w triumfie

jego twarzy. 

druk „Akant”- 1998

Kobieta.

Róża o ostrych kolcach

a w oczach

lęk przed przemijaniem

roześmiana

nadąsana 

codzienne pyta o miłość

          – Smakował ci obiad?

tłumaczę…

         – Czy dom jest ważny?

i odpowiadam, że bardzo

choć zupa za słona,

a w prostej informacji;

         – Kupiłam sukienkę…

ukrywa tak wiele treści, 

że muszę odpowiedzieć:

          – Tak, jesteś najpiękniejsza!

Kobieta nie mówi o rzeczach wprost

bo wtedy 

              byłaby banalna i nudna.


Almanach „Spojrzenia” 2006

Ułudy.

Wszystko ułudą

odbiciem prawd

                   na tafli jezior oczu

i tylko jedna miłość

A miarą wielkości Boga

że co dzień podaje ją

                   jak chleb

                   tak po prostu.


Almanach „Spojrzenia” 2006

Samotności.

Herbata alliage  

ciemna od nocy

gorzka i mocna

                    pierwszy łyk parzy !

Słowa umarły

i nawet wiatr nie wieje

ot,

bon mot ciszy

                     drugi łyk bez smaku.

Ta chwila 

dotyka nieskończoności

raz 

     dwa 

            trzeci łyk

tak skończyć się musi

bakarat z samym Bogiem.

Na dnie szklanki…

wstaje dzień ?

a może to ja zasnąłem.

Empiria.

Wyciągam palec 

zanurzam w tarczy słońca;

mówią, że jest gorące

             a mnie nie parzy…

Czytam książki

doświadczam olśnienia

i coraz wyraźniej wiem,

               że nic nie wiem.

Ukończyłem studia

oszukuję się, że dwa i dwa to cztery

medytuję nad przemijaniem

               – człowiek wielki nie jest!

Ulegam ułudzie zmysłów

a potem rozczarowuje się

patrząc na niestałość 

                         własnego cienia.

Starzy kumple.

Starzy kumple lubią stare grepsy

żaden obcy nie wyczuje, o co chodzi

rozmawiają o dziewczynach

w kusych spódniczkach, tych z dyskoteki

chociaż one nie patrzą na nich wcale

Przybijają „piątkę” i idą na piwo

aby przez chwilę czuć się panami świata

i na lekkim odlocie przypatrzeć się ludziom

tym, którzy przypinają sens istnieniu

Potem chodzą po ulicach z rękoma w kieszeniach

spluwając na boki i jarając szlugi

patrzą na samochody z autoalarmami

takie same jak te, w których

dziewczyny z dyskoteki wzdychają co wieczór

na tylnych siedzeniach

Czasami starzy kumple siadają w parku

głośno gadają o jakiejś imprezie

o tym, ile wlali w siebie taniego wina …

wyjmują z kieszeni bułkę, gryzą

albo rzucają gołębiom

myślą o łatwej kasie, potem idą na żywioł

za te parę dych kupią spokój sumienia

jutro też dzień, a żyć trzeba

Kiedy ciemno, kładą się byle gdzie

rzadko wracają do pustego domu

boją się zastać ciszę, lub odbite głosy

kłótni swych starych zapitych, jak zwykle

którzy nocą wychodzą trzaskając drzwiami

i zostawiają swąd nienawiści

Starzy kumple oddychają tym powietrzem

stają się lustrami

nie wierzą w nic

stają się ogniwem w łańcuchu chaosu

nie wierzą, że może być inaczej

Starzy kumple wstaną jutro i pójdą na przekór

znowu wszystko będzie o.k.

może skołują jakieś cizie

żeby przelecieć je w bramie

znowu będzie o czym gadać

A jeśli któryś…

Trudno

Bo skąd braliby się starzy kumple.